Przeszłość pod tym samym adresem. O „Okupowanym Krakowie” Jana Jakuba Grabowskiego

Kraków ma osobliwy problem z własną historią wojenną: nie uległ zniszczeniu na tyle, aby wojna stała się jego podstawowym kodem pamięci. W mieście, które nie zostało starte z powierzchni ziemi przeszłość nie musi być rekonstruowana z ruin, planów i fotografii – można obok niej przejść. Można wejść do budynku, w którym urzędowała okupacyjna administracja, minąć kamienicę związaną z działalnością konfidentów, spojrzeć na Wawel i na chwilę zapomnieć, że przez ponad pięć lat był on nie tylko polskim symbolem przejętym przez Niemców, lecz także realną przestrzenią sprawowania okupacyjnej władzy. I paradoksalnie owa materialna ciągłość Krakowa okazuje się zwodnicza. Na tym paradoksie opiera „Okupowany Kraków. Przewodnik po stolicy Generalnego Gubernatorstwa” Jan Jakub Grabowski.

Autor wybiera formę pozornie skromną – przewodnika miejskiego – aby opowiedzieć o przemianie miasta w narzędzie okupacyjnej dominacji, scenę administracyjnego spektaklu i niemieckiej polityki wobec podbitej Polski. Jest to książka historyczna, ale jej najważniejszym narzędziem nie jest chronologia, lecz topografia. Grabowski nie tyle opowiada dzieje Krakowa w latach 1939-1945, ile nakłada okupację na współczesną mapę miasta i zmusza czytelnika do ponownego dostrzeżenia miejsc, których znaczenie wydawało się ustalone raz na zawsze. Dworzec, plac Matejki, Planty, Rynek, Sukiennice, Wawel, Błonia, gmach Muzeum Narodowego, Pomorska – te i inne punkty współczesnej miejskiej codzienności zostają przepisane na język okupacyjnej administracji, propagandy, przemocy i zawłaszczenia.

Mapa Krakowa z lat okupacji na wyklejce książki

Tytułowy „przewodnik” może zresztą wprowadzać w błąd. Owszem, Grabowski prowadzi czytelnika przez konkretne miejsca, podaje adresy, każe zatrzymywać się przed budynkami, rekonstruuje funkcje gmachów, nazwy ulic, rozmieszczenie instytucji. Właściwym tematem jest tu jednak nie tyle okupacja Krakowa, ile próba wymazania jego historii i stworzenia w to miejsce innego miasta. Niemiecka okupacja nie polegała przecież wyłącznie na zajęciu istniejącej przestrzeni i umieszczeniu w niej nowych urzędów, flag oraz tablic. Stolica Generalnego Gubernatorstwa miała zostać symbolicznie i funkcjonalnie „odpolszczona”. Rynek stawał się Adolf-Hitler-Platz, polskie instytucje traciły swoje dotychczasowe funkcje, Wawel przeobrażał się w Krakauer Burg – siedzibę Hansa Franka, przestrzeń publiczna otrzymywała nowe znaki, hierarchie i zakazy. Miasto, którego polskość wydawała się oczywista właśnie dlatego, że została zapisana w architekturze, zabytkach i narodowej mitologii, miało zacząć opowiadać inną historię. To rozróżnienie jest istotne, ponieważ książkę Grabowskiego łatwo byłoby oceniać według błędnych kryteriów – wyłącznie przewodnika lub wyłącznie opracowania historycznego. Tymczasem autor wyraźnie zastrzega we wprowadzeniu, że nie pisze kolejnej monografii okupacyjnego Krakowa. Wie, że po klasycznej pracy Andrzeja Chwalby, obszernych badaniach dotyczących codzienności, terroru, niemieckiej architektury i urbanistyki, a ostatnio również po monumentalnej historii społecznej miasta pióra Jacka Chrobaczyńskiego nie ma większego sensu ponownie opowiadać wszystkiego. Wybiera zatem perspektywę świadomie selektywną; jest historykiem, ale również przewodnikiem i tę drugą kompetencję traktuje nie jako ozdobnik biograficzny, lecz zasadę konstrukcyjną książki.

Zdjęcie z książki

Już otwarcie książki zapowiada jej podstawowy kierunek. Grabowski przypomina, że wybór Krakowa na siedzibę Hansa Franka nie był administracyjnym przypadkiem, ale aktem symbolicznym: miasto królewskie, oszczędzone przez działania wojenne, bliskie granicy Rzeszy i wygodne do kontroli, miało stać się zarazem dekoracją niemieckiej władzy oraz dowodem rzekomej germańskości ziem polskich. Wawel, zabrany Polakom i przekształcony w rezydencję generalnego gubernatora, był nie tyle reprezentacyjnym gmachem, co trofeum. Autor dobrze oddaje ową niemal teatralną potrzebę Hansa Franka, by nie tyle zarządzać, ile „panować” w sensie monarszym, ostentacyjnym, podszytym osobistą megalomanią. Ceremonialny wjazd Franka na Wawel 7 listopada 1939 roku, z flagami, defiladami i odegranym Horst-Wessel-Lied, zostaje opisany jako inauguracja okupacyjnego porządku, ale także groteskowy rytuał uzurpacji. Grabowski podkreśla, że niemiecki projekt nie zostaje ujęty wyłącznie w kategoriach terroru instytucjonalnego, choć terror jest tu obecny stale i bez złudzeń. Przypomina, że nazistowska polityka wobec Krakowa obejmowała także zaborczą estetykę, urbanistykę, prawo, gospodarkę, język i rytuał codzienności. Przemianowanie Rynku Głównego na Adolf-Hitler-Platz, nazistowskie symbole na najważniejszych budowlach, próby wytworzenia mitu Krakowa jako „Norymbergi Wschodu”, odgórne porządkowanie przestrzeni i ostentacyjne inwestycje budowlane – wszystkie te działania miały przekonać mieszkańców, że okupacja nie jest stanem tymczasowej przemocy, lecz zapowiedzią trwałego przejęcia miasta. To szczególnie ważne, bo książka przypomina o wymiarze okupacji, który w popularnej wyobraźni bywa mniej wyrazisty niż łapanki, egzekucje, więzienia czy Zagłada: o administracyjnej produkcji pozorów normalności. Niemcy budowali drogi, regulowali transport, przebudowywali ciągi komunikacyjne, zajmowali instytucje kultury i nauki, tworzyli lokale dla własnych urzędników, korzystali z pracy polskich przedsiębiorstw. Modernizacja nie była przeciwieństwem przemocy: stanowiła jeden z jej wymiarów. Autor trafnie pokazuje, że okupacyjne inwestycje można było prezentować jako troskę o miasto, choć w istocie służyły przede wszystkim niemieckiej administracji, wojennej logistyce i symbolicznej kolonizacji Krakowa. Okupant nie tylko zamieszkał w zdobytym mieście, lecz próbował stworzyć materialne dowody na to, że ono w istocie zawsze powinno było należeć do niego.

Zdjęcie z książki

Niewątpliwą zaletą książki jest to, że Grabowski doskonale potrafi wydobyć niepokojące napięcie między dzisiejszym Krakowem – miastem kultury, turystyki, muzeów, kawiarni, akademickiej codzienności – a jego okupacyjną funkcją. Gdy opisuje dawną siedzibę NSDAP w kamienicach przy Rynku Głównym, nie poprzestaje na rejestrze faktów. Ważne staje się to, że budynki te funkcjonują dziś w zmienionym obiegu znaczeń, a przeszłość nie znika tylko dlatego, że fasady odzyskały neutralność. Na tle najnowszych książek dotyczących wojennego Krakowa najlepiej widać zresztą, że Grabowski nie próbuje pisać kolejnej syntezy. W monumentalnej „«A więc wojna!». Społecznej historii Krakowa 1939-1945” Jacka Chrobaczyńskiego punktem ciężkości pozostaje społeczeństwo poddane doświadczeniu okupacji, gdy tymczasem w „Okupacyjnym Krakowie” mieszkańcy czasami pojawiają się jako bohaterowie przypisani do adresów, a nie jako zbiorowość, której strukturę okupacja radykalnie przekształca. Z kolei w wydanej w 2022 roku nakładem MCK „Niechcianej stołeczności” najważniejsze stają się architektura, urbanistyka i niemieckie projekty przekształcenia miasta. Grabowski stoi pomiędzy obiema perspektywami, ale żadnej nie powtarza. Interesuje go przede wszystkim relacja między miejscem a pamięcią, a przestrzeń zostaje tu zamieniona w doświadczenie, co dla mnie jest zasadniczą różnicą. Możemy wiedzieć, że określony budynek był siedzibą okupacyjnej instytucji, ale czym innym jest stanąć przed nim i uświadomić sobie, że właśnie patrzę na ten sam mur.

Zdjęcie z książki

Autor „Okupacyjnego Krakowa” korzysta ze swojej podwójnej kompetencji historyka i przewodnika i doskonale wie, że pamięć potrzebuje materialnego zakotwiczenia. Spod współczesnych funkcji miasta wydobywa te minione i skłania czytelników, by spojrzeli na znajome miejsca zupełnie innymi oczyma. Stąd także charakterystyczna fragmentaryczność książki: rozdziały bywają krótkie lub rozrastają się w małe eseje. Obok zagadnień oczywistych, jak niemieckiej administracji, Wawelu, Sonderaktion Krakau, gestapo czy ostatnich miesięcy okupacji, pojawiają się okupacyjne losy pieniądza, prasy, kina, kabaretu, sportu, kolei, poczty, bibliotek, sztuki, kawiarni, niemieckiej dzielnicy mieszkaniowej. Szczególnie dobrze czytało mi się te partie, w których autor wychodzi poza historię instytucjonalną i pozwala zobaczyć okupację jako system wnikający w zwyczajne czynności: pójście do kina, przejazd koleją, wymianę pieniędzy, wizytę w kawiarni. Rozdział poświęcony temu, co czytano w okupowanym Krakowie nie służy wyłącznie katalogowaniu gadzinowej prasy – Grabowski pokazuje propagandę jako produkt kultury masowej, który musiał być nie tylko ideologicznie użyteczny, ale również przyciągać czytelników. Dostrzega paradoksy: gazeta będąca narzędziem okupanta może dziś stanowić znakomite źródło do badania mody, obyczajów, humoru czy potrzeb codziennych. Może się to wydawać w pewien sposób niewłaściwe, ale historia okupacji bardzo łatwo poddaje się tyranii wydarzenia: aresztowania, przesłuchania, egzekucje, akcje konspiracyjne, deportacje – to naturalne punkty narracyjnego ciężaru. Autor „Okupacyjnego Krakowa” przypomina jednak, że okupacja trwała ponad pięć lat i dla ludzi, którzy w niej żyli, nie mogła przez cały ten czas składać się wyłącznie z wydarzeń nadzwyczajnych. Trzeba było kupować jedzenie, czytać gazety, przemieszczać się po mieście, pracować, zdobywać pieniądze, czasem iść do kina, szukać informacji, próbować zachować resztki normalności. Nie sprowadzam bynajmniej książki do banalnego odkrycia, że życie toczyło się dalej. Znacznie ciekawsze jest dla mnie pytanie o to, co dzieje się z normalnością, kiedy sama zostaje podporządkowana systemowi przemocy. Grabowski pokazuje nam okupację jako rzeczywistość, która nieustannie negocjuje granicę pomiędzy nadzwyczajnością i codziennością. Niemiecka gazeta jest narzędziem propagandy, ale pozostaje gazetą. Kino uczestniczy w polityce okupanta, a jednocześnie zapewnia rozrywkę. Pieniądz jest elementem systemu ekonomicznego Generalnego Gubernatorstwa, ale dla mieszkańca Krakowa pozostaje przede wszystkim czymś, za co trzeba kupić chleb.

Najcenniejsze w książce jest moim zdaniem to, że autor nie przedstawia okupowanego Krakowa jako jednolitego polskiego miasta naprzeciw jednolitego niemieckiego aparatu. Przestrzeń Generalnego Gubernatorstwa była przecież pełna nierównych pozycji, wymuszonych zależności, etnicznych napięć, rozmaitych form przetrwania, współpracy, konspiracji i zdrady. Ogromną wartością „Okupowanego Krakowa” jest właśnie owo konsekwentne komplikowanie kilku wygodnych narracji: autor nie tworzy obrazu społeczeństwa podzielonego wyłącznie na okupantów i stawiających im opór Polaków. Pomiędzy nimi pozostawała niewygodna strefa ludzi, którzy przystosowywali się, handlowali, kombinowali, donosili, współpracowali, próbowali przeżyć albo korzystali z możliwości oferowanych przez nową rzeczywistość. W książce czytamy więc o konfidentach, volksdeutschach, Ukraińcach, Włochach, niemieckich cywilach, aparacie administracyjnym i różnych formach przystosowania do okupacyjnej rzeczywistości. Rozdział o krakowskich konfidentach dobrze pokazuje moralną niejednoznaczność sytuacji, w której obok ludzi współpracujących dla pieniędzy czy osobistych korzyści znajdowali się również ci złamani podczas śledztwa albo szantażowani. Także rozdział o Ukraińcach w Krakowie ma z tej perspektywy duże znaczenie, ponieważ autor przypomina, że okupant świadomie posługiwał się polityką różnicowania i antagonizowania społeczności zamieszkujących dawną II Rzeczpospolitą. Niemieckie władze wykorzystywały ukraińskie aspiracje oraz polsko-ukraińskie konflikty, faworyzowały wybrane instytucje i tworzyły pozory podmiotowości, nie zamierzając realnie dopuścić do ukraińskiej niepodległości.

Zdjęcie z książki

Ta niejednoznaczność przydaje się również autorowi w rozprawie z jednym z najtrwalszych lokalnych kompleksów pamięci: opowieścią o Krakowie, który wojnę „przespał”. Porównanie z Warszawą ciąży nad pamięcią okupacyjną miasta: tam powstanie, zagłada znacznej części ludności, systematyczne niszczenie miasta; tutaj zachowane zabytki i brak wielkiego zrywu w 1944 roku. Z takiego zestawienia bardzo łatwo wyprowadzić moralną hierarchię, ale Grabowski jej nie przyjmuje. Pokazuje działalność podziemia i opór, ale nie usiłuje konstruować konkurencyjnego mitu krakowskiego heroizmu. Co ważniejsze, kwestionuje samą tego potrzebę i wyraźnie broni decyzji o niewywołaniu powstania w Krakowie. Można dyskutować z ostrością niektórych jego sformułowań, lecz sama próba wyjścia poza rytuał heroizacji jest cenna: historia miasta zostaje uwolniona od konieczności udowadniania, że Kraków był „wystarczająco bohaterski”. Podobnie dzieje się przy analizie powojennej legendy o uratowaniu Krakowa przez Armię Czerwoną i marszałka Iwana Koniewa. Grabowski rekonstruuje przygotowania Niemców, system umocnień oraz przebieg działań wojennych, pokazując, jak dalece późniejsza narracja o mieście przeznaczonym do wysadzenia i ocalonym dzięki genialnemu manewrowi radzieckiego dowódcy odsunęła się od materiału źródłowego.

Grabowski ma talent do szybkiego szkicowania charakterów: Hans Frank jawi się jako uzurpator i człowiek megalomański, Arthur Greiser jako bezwzględny nazistowski karierowicz, Otto i Charlotte Wächterowie jako reprezentanci zaborczej okupacyjnej elity, a Adam Stefan Sapieha jako ważna postać oporu moralnego i instytucjonalnego. Takie portrety porządkują opowieść i ułatwiają lekturę, choć bywają momentami zbyt jednoznaczne. W książce popularnonaukowej jest to zrozumiałe, lecz przy postaciach tak obciążonych politycznie i historycznie należałoby częściej zaznaczać granicę między faktem, relacją, późniejszą legendą, opinią źródła a interpretacją autora. Dobrze napisany jest pod tym względem rozdział o arcybiskupie Adamie Stefanie Sapiesze. Grabowski przypomina jego znaczenie jako przywódcy duchowego w okupowanym kraju, organizatora pomocy, uczestnika interwencji w sprawach represjonowanych i ważnego punktu odniesienia dla Krakowian. Zarazem sygnalizuje, że wokół jego okupacyjnej biografii narosły legendy, jak historia o poczęstowaniu Hansa Franka suchym chlebem i marmoladą z brukwi: wprawdzie efektowna, lecz niewiarygodna, skoro generalny gubernator nie odwiedził Pałacu Biskupiego. Takiej ostrożności źródłowej można by oczekiwać częściej i nie chodzi o osłabianie ocen moralnych, ale o wyraźniejsze oddzielenie faktów, relacji świadków, propagandy, późniejszych przekazów pamięciowych i interpretacji autora. Pamięć o okupacji potrzebuje nie tylko czci, ale również krytycznego sprawdzania własnych narracji.

Zdjęcie z książki

Chcę tu zaznaczyć, że Grabowski jest popularyzatorem w najlepszym znaczeniu tego słowa: nie upraszcza z braku znajomości złożoności materiału, lecz dlatego, że wie, iż nadmiar szczegółu potrafi przesłonić sens opowieści. Aparat naukowy książki jest obszerny, autor regularnie korzysta ze źródeł archiwalnych, wspomnień, relacji i prasy, ale warto podkreślić, że tutaj dokument ma pracować na narrację. Grabowski pisze dla odbiorcy, który chce chodzić po Krakowie z książką w ręku, rozpoznawać miejsca, sprawdzać dawne adresy, zestawiać archiwalne fotografie z teraźniejszością. Także wydawca akcentuje tę właśnie funkcję publikacji: szczegółową mapę, ponad sześćdziesiąt archiwalnych fotografii poddanych cyfrowej koloryzacji oraz możliwość samodzielnego podążania śladami okupacyjnej historii miasta. To bez wątpienia atut: forma przewodnika pozwala czytać miasto na nowo i uświadamia, że dzisiejsze fasady, place czy instytucje noszą ślady okupacyjnej historii. Zarazem ta atrakcyjna formuła wymaga szczególnej ostrożności. Koloryzowane fotografie, mapy i sugestia „trasy” mogą niepostrzeżenie estetyzować traumatyczną przeszłość, zmienić historię przemocy w doświadczenie konsumpcyjne, w jeszcze jeden wariant miejskiego zwiedzania. Historia okupacji może stać się „trasą”, kolejną miejską atrakcją, estetycznym przeżyciem opartym na archiwalnym obrazie i historycznej ciekawostce. Grabowski przeważnie broni się przed tym dzięki wyraźnemu moralnemu tonowi swojej opowieści, ale książka wymaga od czytelnika dojrzałego sposobu lektury: nie chodzi o zwiedzanie miejsc grozy, lecz o zrozumienie mechanizmów dominacji, wykluczenia i przemocy.

Zdjęcie z książki

Mam jednak inne zastrzeżenie: „Okupowany Kraków” jako przewodnik czyta się bardzo dobrze; jako ciągłą narrację historyczną – dość nierówno. Kiedy autor pokazuje Wawel jako zawłaszczoną rezydencję władzy, Rynek jako scenę niemieckiej propagandy, krakowskie instytucje jako przejęte narzędzia administracji, a nową urbanistykę jako element kolonialnego projektu, pomaga czytelnikom zrozumieć, jak okupacja materializowała się w przestrzeni i dlaczego jej ślady nie są niewinne. Nieco mniej przekonujące są fragmenty, w których książka próbuje objąć naraz zbyt wiele: historię miasta, politykę Generalnego Gubernatorstwa, biografie nazistowskich dygnitarzy, kwestie przesiedleń, wewnętrzne konflikty okupanta, dzieje ukraińskiego ruchu narodowego, działalność Kościoła, opór podziemia, architekturę oraz infrastrukturę. To tematy ważne, ale przewodnikowa konstrukcja nie zawsze daje im dość przestrzeni. Bywa, że autor musi przeprowadzić czytelnika przez skomplikowane zagadnienie w kilku szybkich akapitach, przez co pewne oceny brzmią jak rozstrzygnięcia, choć powinny raczej otwierać problem. Nie jest to jednak zarzut, który przekreśla projekt, a wręcz przeciwnie: świadczy o jego ambicji. Grabowski chce opowiedzieć o mieście, w którym nazistowska władza próbowała stworzyć własną stolicę na ruinie polskiej państwowości, pamięci i własności. To książka o wielkiej przemocy widzianej w skali ulicy, kamienicy, gabinetu, szyldu, tablicy, tramwaju, ratuszowej wieży i prywatnego mieszkania.

Chciałabym w tym miejscu zaznaczyć jeszcze jedno: forma przewodnika, będąca największym atutem książki, okazuje się pewnym ograniczeniem. Topografia znakomicie organizuje spacer, znacznie gorzej hierarchię historycznego znaczenia. Miejsce wymusza sąsiedztwa, których klasyczna narracja historyczna zapewne by nie stworzyła. Obok zjawiska fundamentalnego może znaleźć się anegdota, obok masowego terroru – historia instytucji czy okupacyjnej rozrywki. W przestrzeni miejskiej jest to naturalne: kilka przecznic może oddzielać miejsce kaźni od kawiarni, lecz w książce ta demokratyzacja tematów prowadzi czasami do rozproszenia hierarchii znaczeń. Z tym problemem powiązany jest inny, mianowicie anegdotyczność. Grabowski ma wyraźny talent do wyszukiwania szczegółów, które zapadają w pamięć i przeważnie świetnie z niego korzysta. Wie, że historia konkretnego szyldu, banknotu, ogłoszenia prasowego albo śladu na fasadzie potrafi powiedzieć o okupacji więcej niż strona syntetycznego wykładu i zdarza mu się temu urokowi ulegać. Ciekawy fakt, zaskakująca historia budynku, nieoczekiwany epizod biograficzny czy prasowy drobiazg potrafią na chwilę przejąć narrację, ale później nie wszystkie zostają równie przekonująco włączone w szerszą interpretację. Wynika to zapewne z pracy zawodowej autora: podczas oprowadzania anegdota jest bezcenna, ponieważ przywraca uwagę słuchaczy i materializuje przeszłość. W książce należałoby jeszcze odpowiedzieć na pytanie, dlaczego jest na tyle ważna, że warto o niej napisać.

Pewnej dyskusji domaga się także język. Grabowski pisze sprawnie, komunikatywnie, miejscami bardzo żywo, a jego proza nie cierpi na typową dla części popularnonaukowych publikacji przypadłość polegającą na nieustannym (i irytującym) puszczaniu oka do odbiorcy. Autor dobrze operuje detalem, chętnie przytacza wspomnienia, cytaty prasowe, fragmenty dokumentów i głosy świadków, zachowując przy tym ton kogoś, który nie tylko bada miasto, ale od lat o nim opowiada. Słychać w tej książce przewodnika: jego tempo, bezpośredniość, potrzebę pointy. Potrafi świetnie zrekonstruować scenę: przyjazd Franka, nazistowską inscenizację na Wawelu, propagandowe hasła na wieży ratuszowej, akcję małego sabotażu, narastającą obecność niemieckiej administracji w przestrzeni miasta. Niestety czasem ta cecha bywa źródłem stylistycznego nadmiaru. Grabowski często wzmacnia sądy za pomocą ostrych kwalifikacji: pisze o „bizantyjskiej imprezie” czy „ciemnej nocy niemieckiej okupacji”, a takie sformułowania bywają retorycznym skrótem, który osłabia siłę samych źródeł. Moralna ocena okupacji jest tu, rzecz jasna, nie tylko uprawniona, lecz konieczna. Problem polega raczej na tym, że mocny sąd podawany zbyt często zaczyna zastępować analizę albo wyprzedzać ją o krok. Tam, gdzie źródła odsłaniają sprzeczność, dwuznaczność albo nieoczywistość ludzkich zachowań, autor nie zawsze musi mówić czytelnikowi, jak należy je ostatecznie rozumieć. Dokumenty okupacyjnej administracji, prasa gadzinowa, relacje świadków, rozkazy i plany germanizacyjne czy fakty dotyczące grabieży mają wystarczającą wagę, aby nie musiały za każdym razem domagać się retorycznego dopowiedzenia. W najlepszych partiach autor to rozumie: przytacza niemiecki język urzędowy czy propagandowy i pozwala, aby jego przemoc oraz absurd przemówiły same.

Zdjęcie z książki

Nie chodzi mi tutaj absolutnie o postulowanie sztucznej neutralności wobec nazistowskiej okupacji, zbrodni czy kolaboracji, problem dotyczy raczej stopnia zaufania do odbiorcy. Z tego też powodu zakończenie wydaje się słabsze od zasadniczej części książki. Po setkach stron niezwykle konkretnej historii autor przechodzi do ogólnej refleksji o kruchości cywilizacji, powrocie wojny do Europy, odpowiedzialności za pamięć i konieczności ochrony materialnych śladów przeszłości. Trudno kwestionować sens tych tez, ale po książce tak mocno zakorzenionej w szczególe ogólne wezwanie do pamiętania brzmi słabiej niż konkretny ślad po kuli, zmieniona funkcja kamienicy czy historia człowieka, którego nazwisko da się przypisać do jednego miejsca na mapie. Schron, budynek gestapo, rozebrany pomnik, miejsce egzekucji czy zachowany element okupacyjnej architektury mówią więcej niż najbardziej słuszna deklaracja o obowiązku pamiętania.

Podsumowując, Jan Jakub Grabowski stworzył książkę potrzebną, inteligentnie przemyślaną i narracyjnie nośną. Jej wielką zaletą jest przywrócenie okupowanemu Krakowowi wymiaru administracyjnego i przestrzennego: autor pokazuje, że niemieckie panowanie nie ograniczało się do aktów terroru, lecz miało ambicję przeorganizować miasto, jego symbole, instytucje, rytm życia i wyobraźnię mieszkańców. Nie jest to jednak książka wolna od słabości: czasem autor zbyt chętnie sięga po emfatyczny ton, innym razem zbyt skrótowo traktuje biografie i interpretacje, a miejscami zabrakło mi większej precyzji w opisie zróżnicowanych postaw społecznych. Mimo to Grabowskiemu udała się rzecz trudna: napisał książkę o temacie bardzo dobrze obecnym w historiografii, która mimo to ma własny powód istnienia. Nie konkuruje z klasyczną pracą prof. Chwalby, nie zastępuje społecznej syntezy prof. Chrobaczyńskiego i nie powtarza wyspecjalizowanego spojrzenia „Niechcianej stołeczności”. Autor zbiera ustalenia historiograficzne, materiały źródłowe i doświadczenie przewodnika, a następnie zamienia je w topograficzną opowieść o okupacji. Uczy przy tym patrzeć na historię, która cały czas znajduje się przed naszymi oczami oraz pokazuje, że wiedza historyczna i pamięć miejsca nie są tym samym. Można znać historię Sonderaktion Krakau i setki razy przejść w drodze do pracy obok Collegium Novum. Można wiedzieć, czym było Generalne Gubernatorstwo, a mimo to patrzeć na Wawel wyłącznie przez filtr królewskich komnat, skarbca i nekropolii władców. Można znać historię niemieckiego terroru, a mimo to Pomorską traktować jak jedną z ulic, którymi omija się korki. To my nakładamy na przestrzeń znaczenia – albo pozwalamy im zniknąć. I być może właśnie to jest najważniejszym osiągnięciem autora: nie opowiedzenie po raz kolejny historii miasta pod niemiecką okupacją, lecz podważenie komfortowego przekonania, że przeszłość znajduje się za nami. W Krakowie bardzo często znajduje się ona po prostu pod tym samym adresem i po lekturze niezwykle trudno jest patrzeć na miasto tak samo. I być może właśnie tutaj najpełniej realizuje się sens formuły przewodnika – Grabowski nie rekonstruuje nieistniejącego miasta z lat 1939-1945, lecz odbiera mu pozór neutralności i pokazuje, że ono w pewnym sensie nadal trwa, wpisane w budynki, ulice czy miejską pamięć. Budynki nie pamiętają przecież w ludzkim sensie tego słowa: ulica nie jest świadkiem, mur nie ma sumienia, kamień niczego nie opowiada, dopóki ktoś nie zna jego historii. Tymczasem to, co najczęściej pozostaje niewidoczne nadal się tam znajduje. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie patrzeć.

Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu Otwartemu

author-sign

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *