„Utajony Front Objazdowy” Lucyny Grad to powieść ambitna, żywa i odważna, która wyraźnie pokazuje, że autorka ma własny głos i nie boi się ryzyka formalnego. Autorka proponuje rozwiązanie znacznie bardziej ryzykowne niż klasyczna powieść historyczna i – co warto podkreślić – bardziej ambitne. Największą wartością powieści jest świeżość: nie tylko pomysłu, ale też sposobu myślenia o historyczności, zbiorowości i fantastyce. Tam, gdzie dokument okazuje się zbyt ubogi, a mit zbyt odległy, Lucyna Grad próbuje stworzyć przestrzeń wspólną, budując opowieść z pogranicza realizmu historycznego, groteski, baśni i weird fiction, ale bez prostego rozróżnienia tych rejestrów. Nie zawsze osiąga pełnię zamierzonego efektu, ale sam kierunek tej literackiej próby zasługuje na uwagę. W krajobrazie współczesnej polskiej prozy historycznej jest to głos wyraźnie odrębny – świadomy własnej poetyki, ambitny i na tyle oryginalny, by wywoływać dyskusję nie tylko o samej książce, lecz także o możliwościach opowiadania historii poprzez literaturę.
Już sam wybór historycznego punktu wyjścia zasługuje na uwagę. Ewakuacja Polaków z ZSRR przez Azję Środkową należy do tematów rzadko podejmowanych w beletrystyce. O ile literatura wielokrotnie wracała do Katynia, Sybiru czy Powstania Warszawskiego, o tyle droga prowadząca przez Uzbekistan, Kazachstan czy Iran pozostawała dotąd raczej domeną wspomnień i opracowań historycznych niż beletrystyki. Lucyna Grad świadomie sięga więc po fragment pamięci zbiorowej, który nie został jeszcze skanonizowany przez kulturę popularną, unikając w ten sposób gotowych klisz narracyjnych. Jednocześnie szybko okazuje się, że historia interesuje autorkę przede wszystkim jako doświadczenie graniczne. Wojna jest tu siłą deformującą rzeczywistość, wyrywającą ludzi z dotychczasowego porządku i zmuszającą ich do wejścia w przestrzeń zawieszoną pomiędzy znanym i nieznanym. W miarę rozwoju fabuły konkret historyczny nie znika, ale zostaje coraz mocniej podany przez filtr legendy, ironii i wojennej baśni. To jedna z ciekawszych cech książki: autorka nie próbuje udawać neutralności, tylko świadomie stylizuje historię na opowieść przefiltrowaną przez wyobraźnię zbiorową, plotkę, doraźny zapis i improwizację.
Narracyjnie książka opiera się na silnym rytmie scen i mocno filmowym montażu. Krótkie sekwencje, przeskoki między wagonami, wartkie dialogi przeplatane żargonem wojskowym i technicznym oraz ciągłe przełączanie między akcją, obserwacją i komentarzem tworzą bardzo specyficzny rytm tekstu. Książka niemal nie stoi w miejscu: mamy przejęcie stacji, organizację oddziału, tajemnicze meldunki, kolejne wagony, niepokojące odkrycia, sabotaż, naloty i eskalację zagrożenia. W praktyce daje to efekt literackiej jazdy bez trzymanki, ale z ważnym zastrzeżeniem: nie jest to po prostu pęd dla pędu, bo wiele scen buduje też atmosferę i znaczenie. Tempo działa najlepiej w partiach drogi i organizowania kolejnych epizodów, kiedy każda nowa stacja, bocznica czy wagon odsłania następny fragment świata. Słabsze momenty pojawiają się wtedy, gdy książka przez dłuższą chwilę pędzi w jednym rejestrze: intensywność bywa tak wysoka, że osłabia różnicowanie napięcia. Innymi słowy, powieść ma świetne przyspieszenia, ale mogłaby chwilami więcej zyskać na świadomym wyhamowaniu, kontrastach ciszy i eksplozji.
Historia rozwija się chwilami bardziej na zasadzie ciągu przypowieści niż klasycznej fabuły przyczynowo-skutkowej. Kolejne spotkania, epizody i opowieści przypominają dawne narracje wędrownych bajarzy. Poszczególne wydarzenia nie zawsze mają przede wszystkim przesuwać akcję do przodu; często służą pogłębianiu atmosfery, odsłanianiu kolejnych warstw świata przedstawionego albo dopisywaniu nowych znaczeń do już poznanych motywów. To rozwiązanie niesie jednak określone konsekwencje. Czytelnik oczekujący dynamicznej fabuły może odnieść wrażenie, że powieść miejscami zwalnia bardziej, niż byłoby to konieczne. Autorka pozwala sobie na liczne dygresje, zatrzymania i epizody, które pełnią przede wszystkim funkcję nastrojową. Nie wszystkie okazują się równie niezbędne dla konstrukcji całości. Jest to świadomy wybór estetyczny, gdyż Grad wyraźnie bardziej interesuje atmosfera niż suspens. Zamiast budować napięcie poprzez serię gwałtownych zwrotów akcji, konstruuje je dzięki poczuciu nieustannej niepewności ontologicznej. Czytelnik nie obawia się wyłącznie tego, co spotka bohaterów, lecz przestaje ufać samej otaczającej ich rzeczywistości.
Bardzo interesującym zabiegiem konstrukcyjnym jest sposób, w jaki autorka wykorzystuje motyw podróży. Pociągi, stacje, wagony, objazdy, postoje, zmieniające się krajobrazy – wszystko to tworzy przestrzeń liminalną, zawieszoną między światami. Nie jest przypadkiem, że wiele najważniejszych scen rozgrywa się właśnie podczas przemieszczania się. Bohaterowie nie należą już do miejsca, które opuścili, ale nie przynależą jeszcze do celu swojej drogi. Egzystują w stanie ciągłego przejścia. To motyw bardzo głęboko zakorzeniony w antropologii kultury. Arnold van Gennep i Victor Turner opisywali liminalność jako moment wyłączenia z dotychczasowego porządku społecznego, etap, w którym stare reguły przestają obowiązywać, a nowe jeszcze się nie ukształtowały. W „Utajonym froncie” wojna właśnie taki stan wytwarza. Nie tylko zmienia granice państw, ale zawiesza zwyczajny porządek rzeczywistości, przez co fantastyczne wydarzenia nie sprawiają wrażenia elementów doklejonych do realistycznej fabuły, lecz wynikają z samej logiki świata przedstawionego. Jeśli rzeczywistość została wytrącona z równowagi przez historię, równie dobrze mogą zostać zachwiane granice między życiem i śmiercią, światem realnym i światem mitów, legend, wierzeń. Fantastyka zostaje wpisana w psychologię bohaterów i doświadczenie wojny, a folklor nie działa jako dekoracja etnograficzna, lecz alternatywny system wiedzy – może nie racjonalny, ale skuteczny w rozumieniu lęku, przeznaczenia i zbiorowej pamięci. Symbole nigdy nie zamykają się w jednym znaczeniu. Pociąg pozostaje jednocześnie środkiem transportu, przestrzenią przejścia, metaforą historii i figurą ludzkiego losu. Droga jest zarówno konkretną trasą ucieczki, jak i doświadczeniem egzystencjalnym. Granica oznacza jednocześnie linię polityczną, granicę pamięci oraz granicę pomiędzy tym, co racjonalne, a tym, co mityczne. Poszczególne motywy zmieniają swoje znaczenie w zależności od tego, czy patrzymy na nie przez pryzmat historii, folkloru, antropologii czy doświadczenia wojny. To właśnie dzięki tej wielowarstwowości fantastyka nie jest dekoracją, lecz funkcjonuje jako język symboliczny opisujący doświadczenia, których nie sposób wyrazić inaczej.
Lucyna Grad nie jest pisarką, którą interesowałaby realistyczna rekonstrukcja przeszłości. Znacznie bardziej fascynuje ją moim zdaniem proces powstawania narracji – to, jak człowiek doświadcza rzeczywistości przekraczającej jego możliwości poznawcze i jak próbuje nadać jej sens poprzez opowieść. Autorka zdaje się świadomie rezygnować z nowoczesnej teorii narracji, w której każde zdanie musi popychać akcję do przodu albo nie ma racji bytu. Pozwala swoim bohaterom mówić, wspominać, zatrzymywać się przy pozornie nieistotnych szczegółach, ponieważ wie, że to właśnie w takich momentach rodzi się wiarygodność świata przedstawionego. Autorka nie spieszy się z wyjaśnianiem jego zasad, nie tłumaczy wszystkiego, nie podporządkowuje każdej sceny logice fabularnej. We współczesnej prozie popularnej dominuje przekonanie, że czytelnik powinien możliwie szybko otrzymać komplet informacji o regułach świata. Lucyna Grad świadomie odrzuca tę strategię. Pozwala, by rzeczywistość odsłaniała się stopniowo, pozostawiając miejsce dla niedopowiedzeń i interpretacji. To decyzja odważna, wymagająca od odbiorcy cierpliwości, ale jednocześnie budująca rzadko spotykane dziś i bardzo przeze mnie cenione poczucie obcowania z literaturą, która ufa inteligencji czytelnika. Autorka nie zamierza podporządkowywać rytmu swojej historii oczekiwaniom rynku i odważnie proponuje powieść, która nie boi się zwolnić, zatrzymać przy obrazie, pozwolić czytelnikowi pobłądzić.
Szczególnie interesująco wypada konstrukcja bohaterów. Na pierwszy plan wysuwa się Boruta jako dowódca: człowiek odpowiedzialny, doświadczony, pragmatyczny, w nieustannym napięcia między rozsądkiem a chaosem, który próbuje utrzymać świat w ryzach, choć sam jest coraz bardziej przytłoczony tym, co (i kto) od niego zależy. Boruta mógł bardzo łatwo stać się postacią jednowymiarową – kolejnym sprytnym awanturnikiem, przewodnikiem po niezwykłym świecie, figurą znaną z klasycznej literatury przygodowej. Tymczasem Grad prowadzi go znacznie subtelniej. Nie buduje bohatera poprzez efektowne deklaracje ani spektakularne przemiany psychologiczne. Zamiast tego odsłania jego charakter stopniowo, poprzez kolejne decyzje, reakcje i sposób funkcjonowania wobec innych ludzi. Dzięki temu Boruta pozostaje postacią żywą również wtedy, gdy uczestniczy w wydarzeniach o wyraźnie baśniowym charakterze. Co więcej, autorka unika częstej pułapki współczesnej fantastyki, polegającej na nieustannym psychologizowaniu bohatera. Nie nazywa emocji, nie wyjaśnia doświadczeń – wystarcza jej gest, milczenie albo sposób patrzenia na otaczający świat. To rozwiązanie moim zdaniem szczególnie trafne w kontekście wojny. Trauma bardzo rzadko objawia się przecież w formie długich introspekcji, a częściej przejawia się właśnie w przemilczeniach, niekonsekwencjach czy irracjonalnych reakcjach.
Bardzo interesująca jest Zosia – reporterka, obserwatorka, niejako zawieszona między dokumentacją a interpretacją, między notką a opowieścią. To ważny kontrapunkt dla wojskowego świata mężczyzn, bo jej obecność wprowadza warstwę metatekstową: nie tylko uczestniczy w zdarzeniach, ale także je porządkuje i przetwarza. Dzięki niej książka zyskuje dodatkowy wymiar refleksji nad tym, kto właściwie ma prawo opowiadać wojnę i jak rodzi się narracja o katastrofie.
Na uwagę zasługują również bohaterowie drugoplanowi. Nie wszyscy zostali pogłębieni w jednakowym stopniu i miejscami można odczuć pewien niedosyt. Niektóre postacie wydają się istnieć przede wszystkim jako nośniki określonych funkcji fabularnych albo symbolicznych. Nie jest to jednak wynik niedbalstwa autorki, lecz konsekwencja przyjętej poetyki. Utajony front bliższy jest baśni niż powieści psychologicznej, a baśń z definicji operuje postaciami, które często reprezentują pewne postawy, doświadczenia czy sposoby przeżywania świata bardziej niż indywidualne osobowości.
Jednym z najciekawszych aspektów książki pozostaje język. Nie jest on efektowny w ostentacyjny sposób, jej proza opiera się raczej na konsekwentnym budowaniu nastroju. Zdania mają wyraźny rytm, często płyną spokojnie, pozostawiając miejsce na obraz i wyobraźnię. Grad nie próbuje imponować czytelnikowi stylistycznymi fajerwerkami ani nadmiarem metafor. Autorka potrafi zatrzymać się o krok przed granicą patosu, o który łatwo w powieści operującej tak silną symboliką. To duża sztuka, zwłaszcza w literaturze historycznej, która często ulega pokusie moralizowania albo monumentalizacji przedstawianych wydarzeń. Jej styl jest bardzo świadomy, ale też ryzykowny, a jego siła jest zarazem potencjalnym ograniczeniem. Widać dużą wyobraźnię i świetne wyczucie tonu, ale momentami przydałoby się więcej selekcji, bo najdrobniejsze osłabienie dyscypliny powoduje, że obraz zamiast uderzać zaczyna się nieco rozlewać. To częsty problem nadmiaru, a nie niedostatku talentu. W literaturze wojennej humor bywa zwykle traktowany jako element oddechu pomiędzy kolejnymi scenami cierpienia. U Grad pełni funkcję znacznie bardziej złożoną: jest mechanizmem obronnym, sposobem oswajania absurdu, dowodem na to, że człowiek nie przestaje być człowiekiem nawet wtedy, gdy historia odbiera mu niemal wszystko. Autorka bardzo umiejętnie korzysta z groteski. Nie rozbija nią tragizmu wydarzeń, lecz go pogłębia. Śmiech nie neguje cierpienia, lecz ujawnia jego głęboki wymiar.
Na osobną uwagę zasługuje kwestia języka wartościowania historii. W literaturze dotyczącej II wojny światowej łatwo popaść w ton moralnego absolutyzmu, w którym postacie zostają podzielone na jednoznacznie dobre i złe, a narracja staje się nośnikiem z góry ustalonej tezy. Grad unika tej pokusy dzięki temu, że interesuje ją przede wszystkim doświadczenie człowieka uwikłanego w historię. Wojna nie zostaje sprowadzona do ciągu wydarzeń politycznych, stając się katastrofą antropologiczną, w której rozpadają się podstawowe sposoby rozumienia świata. To jedna z największych wartości tej książki. Autorka nie opowiada o historii z perspektywy zwycięzców ani pokonanych; wybiera ludzi zmuszonych do życia w rzeczywistości, która przestała podlegać znanym regułom.
Czy „Utajony Front Objazdowy” jest powieścią bez wad? Z pewnością nie. Momentami przydałaby się większa dyscyplina kompozycyjna. Niektóre obrazy mogłyby wybrzmieć mocniej, gdyby autorka częściej ufała sile skrótu. Kilka postaci drugoplanowych pozostawia niedosyt, a środkowa część książki chwilami traci rytm pod ciężarem kolejnych epizodów. Znacznie istotniejsze wydaje mi się jednak pytanie, czy książka wnosi coś nowego do współczesnej polskiej prozy. Moim zdaniem – tak, ale nie dlatego, że proponuje nową odmianę fantasy historycznej. Takich prób było już kilka, niewiele udanych. Jej oryginalność polega na czymś innym. Lucyna Grad pokazuje, że fantastyka może być narzędziem pamięci, a nie eskapizmu i nie musi prowadzić do ucieczki od historii, lecz może stać się jedną z najbardziej przejmujących form jej opowiadania. Jej książka nie rekonstruuje epoki po to, by ją „odtworzyć”, lecz po to, by pokazać jej rozchwianie, przemoc, improwizację i mitotwórczy potencjał. Wymaga to od czytelnika cierpliwości, zgody na niejednoznaczność i gotowości do porzucenia pewnych przyzwyczajeń. W zamian można zyskać doświadczenie coraz rzadsze we współczesnej literaturze popularnej – poczucie obcowania z opowieścią, która nie daje się sprowadzić do jednego gatunku ani pojedynczej interpretacji. Dla czytelnika preferującego prozę odważną, gęstą i wielowarstwową, który szuka w fantastyce historycznej nie tyle kostiumu, ile interpretacji historii, to pozycja zdecydowanie warta uwagi. W tym sensie „Utajony Front Objazdowy” jest jedną z najciekawszych propozycji w obrębie polskiej fantastyki historycznej ostatnich lat.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Brda
