Są światy, które autorzy tworzący w gatunku fantastyki muszą sobie najpierw wymyślić, by móc zaprosić do nich czytelników, i są też takie, które już na nich czekają – wystarczy jedynie dostatecznie poważnie potraktować miejscową pamięć i historię. Karkonosze należą oczywiście do drugiej grupy: kulturowy pejzaż tych gór funkcjonuje od wieków jednocześnie w kilku porządkach: historycznym, geograficznym i etnograficznym. Stanowiąc rzeczywiste terytorium, stają się przestrzenią opowieści; szlaki prowadzą od jednej miejscowości do drugiej, od schroniska do schroniska, od wodospadu do kopalni, a całość stanowi domenę Ducha Gór, skarbników, laborantów, Walończyków, różnej maści demonów i istot, których obecność od zawsze pomagała miejscowym i przybyszom tłumaczyć kapryśność krajobrazu. Aleksandra Seliga w „Klątwie siódmej córki” i „Ostatniej zielarce”, dwóch pierwszych tomach cyklu „Duch Gór”, podejmuje próbę literackiego scalenia wspomnianych porządków, tworząc rozległą mitologię pogranicza, w której mity, legendy i ustne przekazy stają się sposobem przeżywania historii, a sama historia zmienia się w osnowę, którą legendy i mity oplatają niczym wątek na krośnie.
Ten zabieg jest moim zdaniem znacznie ciekawszy niż pobieżne sięganie po modne od kilku lat słowiańskie imaginarium. Seliga nie traktuje wątków fantastycznych jako dekorację powieści ani nie tworzy kolejnego świata istniejącego „dawno, dawno temu”, zaludniając go następnie rusałkami, wodnikami i czartami. Zamiast tego osadza fabułę w konkretnym pejzażu Dolnego Śląska i Karkonoszy – na pograniczu etnicznym, politycznym, językowym czy kulturowym. Przenikają się tutaj i mieszają nazwy polskie, niemieckie i czeskie oraz lokalne podania i legendy, a historie o Walończykach, tradycje laborantów i przemiany, jakie przyniósł wiek XIX nie stają się tylko tłem historycznym dla przygód Bronki Rzepiórki. Autorka czyni z nich tworzyło powieściowe swojego świata, w którym wielonarodowe dziedzictwo i pamięć, doświadczenia zaborów, wpływy ludowych wierzeń i Kościoła, a także postępująca modernizacja są pełnoprawnymi bohaterami powieści.
Punktem wyjścia pierwszego tomu jest historia Bronki – najmłodszej z córek prastarego rodu związanego z małą karkonoską osadą. Dziewczynka rodzi się i dorsra w świecie, w którym codzienna praca w gospodarstwie, cykl natury, surowość klimatu gór i codzienne znoje współistnieją z przekazywaną jej rodzie wiedzą zielarską, akuszerską i magiczną. Metodę autorki widać już w otwarciu „Klątwy siódmej córki”, w którym scena z wizytą kolędników i pozostawioną domowym duchom miseczką z jedzeniem dowodzi nierozłączności warstwy etnograficznej ze światem przedstawionym. Obrzędowość jest elementem codzienności, dawne wierzenia trzymają się mocno pomimo obecności Kościoła, a granica między przestrzeganiem tradycji a realną wiarą w obecność bytów nadprzyrodzonych jest niezwykle płynna.
Pomysł, na którym Seliga opiera pierwszy tom cyklu sprawnie łączy demonologię z doświadczeniem jednostkowym, a ludowy motyw służy jej jako zasada konstruująca bohaterkę. Bronka, jako siódma córka siódmej córki, zostaje naznaczona klątwą zmory, przy czym dziewczynka i demon nie są osobnymi bohaterkami, lecz dwiema postaciami tej samej istoty. Początkowo druga natura jest wstydliwą klątwą: zniewala dziewczynkę i odbiera jej sprawczość, zmienia percepcję, budzi drapieżny głód i pcha ku cudzej krzywdzie. Dorastanie wiąże się ze stopniowym rozpoznawaniem własnej obcości, cielesności, gniewu i przemocy. Zmora staje się symbolem czegoś dzikiego, nieoswojonego dla społeczności, w której Bronka żyje, a sam motyw ma wyraźny wymiar genderowy, skoro przekleństwo dziedziczy się wyłącznie w linii żeńskiej. Bronka żyje przy tym w świecie, w którym kobiece ciało podlega konkretnym ograniczeniom społecznym i biologicznym – jej ciąża i macierzyństwo w „Ostatniej zielarce” zarówno odbierają jej sprawczość, gdy staje się niezdolna do podróży i zależna od innych, jak i ją warunkują. Sceny związane z ciążą, porodem, połogiem i kobiecą pomocą należą do najbardziej przekonujących partii tomu przez to, że Seliga pamięta o ciężarze brzucha, spuchniętych stopach, lęku przed porodem, zagrożeniu życia dziecka i konieczności codziennej opieki. Sama protagonistka jest jednak napisana z pewnymi drobnymi wadami, a największą nie jest jej dość irytujący upór, zresztą wiarygodny w sytuacjach poczucia zagrożenia i odpowiedzialności za bliskich. Jest nią powtarzalność sytuacji, w których autorka czyni z tego uporu wygodne narzędzie.
W pierwszym tomie współczucie wiedzie dziewczynkę prosto w pułapkę zastawioną przez rusałki, później zaś, mimo ostrzeżeń Dusiołka, Bronka i Miłosz wpadają w kolejną zasadzkę. Z kolei w drugim tomie cyklu dorosła już bohaterka zawiera potajemny pakt z Borutą, którego sama uważa za zdrajcę, a podczas zwiadu przedłuża pobyt w groźnym miejscu wbrew przestrogom Morawy. Nie odmawiam tym decyzjom motywacji: Bronka kieruje się troską o innych lub zdobyciem niezbędnej wiedzy, kłopot w tym, że za kolejnymi takimi doświadczeniami nie idzie rozwój bohaterki, zwłaszcza, że wychodzenie cało z kolejnych opresji gwarantują nieustannie pojawiający się „w ostatniej chwili” sprzymierzeńcy. Efektem jest to, że opowieść inicjacyjna o dojrzewaniu do sprawczości wpada w schemat kolejnej nieprzemyślanej decyzji i kolejnego ratunku, co w drugim tomie, pogłębiającym problematykę przemocy i traumy, macierzyństwa i dojrzałej odpowiedzialności, osłabia psychologiczną wiarygodność protagonistki.
Mam również problem z niejednoznacznym sposobem przedstawiania bohaterek żeńskich. Ród Rzepiórek kultywuje wiedzę zielarską, akuszerską i medyczną, przy czym laborantki nie są zwyczajnymi wiedźmami w sensie typowym dla współczesnej rodzimej fantastyki z motywami słowiańskimi, lecz kobietami dysponującymi wielowiekową wiedzą funkcjonującą obok, a częściej nawet w kontrze do instytucjonalnej medycyny, Kościoła i państwa. Autorka podkreśla wielką wartość ich wiedzy, pracy i międzypokoleniowemu doświadczeniu, a mimo to bohaterki są często opisywane przede wszystkim z perspektywy cielesnej atrakcyjności, która spycha na drugi plan ich umiejętności i historie. A przecież patrzymy na nie oczami kobiet. Siostra Bronki, Kazia, która wyrasta na samodzielną zielarkę i akuszerkę, zostaje przy ponownym spotkaniu określona jako ta, która „nigdy nie była specjalnie ładna”, po czym uwagę kieruje się ku jej piersiom i biodrom. Opis ponownego spotkania najstarszej z sióstr, Celki, podobnie koncentruje się na jej ciele. Z kolei Morawa jako zmora jest na początku brzydka jak przysłowiowa noc. Nie mam nic przeciwko zmysłowym opisom, a szczegóły fizyczne mogą doskonale oddawać upływ czasu, wejście w nową rolę (choćby rolę matki) albo przemianę bohaterek, ale wielokrotne powracanie do takiego sposobu charakteryzowania kobiet osłabia emancypacyjny potencjał ich historii. Problem nie tkwi tutaj w atrakcyjności fizycznej czy cielesnym konkrecie, które są istotne dla powieści, ale w tym, że narracja bywa mniej uważna na kobiecą podmiotowość niż wynikałoby to z konstrukcji całej historii.
Najbardziej wyrazistym „bohaterem” całego cyklu pozostają jednak same Karkonosze. Krajobraz nie pełni tu funkcji dekoracji, lecz działa niemal jak żywy byt posiadający własną pamięć, charakter i rządzący się odwiecznymi prawami, których łamanie pociąga za sobą śmiertelnie poważne konsekwencje. Wodospady, źródła czy skalne formacje nie są elementem krajobrazu, lecz miejscami koncentracji mocy i znaczeń, w których łączą się światy żywych i zmarłych, istot demonicznych oraz dawnych bóstw. Seliga dobrze wykorzystuje dawną wyobraźnię ludową, w której krajobraz jest żywy, osobowy i sprawczy. I tak góra może ukarać za nieposłuszeństwo albo zaoferować ochronę, las potrafi ukryć albo odmówić gościny, a źródło czy wodospad pośredniczą między porządkami istnienia. W tym kontekście warto interpretować postać Ducha Gór – mnogość jego imion (Rübezahl, Liczyrzepa, Karkonosz, Rzepiór) nie jest wyłącznie ciekawostką lingwistyczną, lecz świadectwem kolejnych kulturowych interpretacji. Bywa on władcą gór, opiekunem, reliktem dawnych wyobrażeń albo uosobieniem nieprzewidywalności natury. Seliga wykorzystuje tę niejednoznaczność, czyniąc z niego zarazem bohatera fantastycznego i genius loci. Bardzo interesujący jest pomysł jego niemal ontologicznego związania z własnym terytorium: osłabienie Karkonosza oznacza rozpad porządku, naruszenie równowagi między legendą a rzeczywistością. Stawką konfliktu przestają być wtedy prywatne anse potężnych istot, a staje się nią możliwość dalszego istnienia krajobrazu jako przestrzeni znaczeń. Przez to bardzo ciekawie odnajduje się w cyklu wątek modernizacji. Kiedy dla Bronki czas ulega zaburzeniu, poza nią dzieje się historia: zmienia się układ polityczny, rozwija kolej, rośnie turystyka, powstają nowe schroniska i hotele, a Karkonosze są coraz intensywniej odkrywane, zagospodarowywane i wyzyskiwane przez przyjezdnych. W tym napięciu rodzi się także ekologiczny potencjał cyklu o Duchu Gór: konflikt nie sprowadza się do prostej opozycji natura-człowiek, lecz dotyczy sposobu zamieszkiwania gór, prawa miejsca do zachowania swoich tajemnic oraz granic podporządkowywania przyrody ludzkim potrzebom.
Wspomniane wcześniej fantastyczne zaburzenie czasu jest zresztą jednym z ciekawszych, choć moim zdaniem nie do końca w pełni wykorzystanych tematów cyklu. Dla Bronki upływa ledwie kilka miesięcy, podczas gdy świat zmieni się o całe lata. Ludzie dorastają, umierają i zmieniają przekonania, rodzinny krajobraz zostaje poprzecinany drogami i torami, pewne profesje zanikają, a legenda zaczyna przegrywać z nowoczesnością. Powrót do domu staje się konfrontacją z upływem czasu, który nie czekał na protagonistkę. Niestety powieść nie zawsze pozwala temu doświadczeniu odpowiednio wybrzmieć, a przecież utrata kilku lat życia powinna mocniej wpłynąć na relacje Bronki z najbliższymi i dawną społecznością. Tymczasem tempo akcji stosunkowo szybko przejmuje kontrolę nad psychologicznymi konsekwencjami tej straty. Siedem lat niewoli Bronki, a później kolejne kilka upływających w czasie, który odczuwa ona jako zaledwie kilka miesięcy, zmieniają nie tylko wiek, ale i sytuację życiową jej bliskich. I choć od tych przesunięć zależy zrozumienie relacji z Miłoszem, Staszkiem i siostrami, a także ocena dojrzałości bohaterki, czytelnik zbyt często musi rekonstruować chronologię na własną rękę. Zamierzona dezorientacja Bronki po powrocie mogłaby stać się jednym z najdotkliwszych doświadczeń tej opowieści, gdy tymczasem staje się również dezorientacją czytelnika, któremu brakuje dostatecznie wyraźnych punktów odniesienia.
W warstwie historycznej Seliga bardzo dobrze oddaje realia życia w drugiej połowie XIX wieku i specyfikę pruskiego Śląska oraz czesko-niemiecko-polskiego pogranicza, w którym utrzymuje się stan napięcia, nierówności i wzajemnej podejrzliwości. Karkonosze wymykają się u Seligi prostej narodowej klasyfikacji, i słusznie. Przez stulecia krzyżowały się tutaj różne wpływy, zmieniały się języki, granice, nazwy miejsc i sposoby opowiadania o tych samych górach. Z podobną uważnością autorka traktuje materiał etnograficzny – zarówno w sferze rodzinno-obyczajowej, jak i religijno-obrzędowej. Seliga pokazuje wiedzę ludową również jako praktyczny system radzenia sobie z codziennymi bolączkami i ta wiedza najlepiej funkcjonuje, gdy otrzymujemy ją poprzez sceny.
Research jest moim zdaniem jednocześnie mocną i słabą stroną cyklu. Autorka świetnie opisuje lokalną topografię, grupy etniczne i zawodowe, wplata w fabułę bogata warstwę obyczajową, przytacza nazewnictwo i słownictwo, relacjonuje rozwój turystyki, przemiany polityczne i społeczne, ale miewa przy tym trudności z rezygnowaniem z niektórych ciekawostek. To częsta pułapka czyhająca na autorów wykonujących naprawdę dobry research do swoich powieści i tak u Seligi bohaterowie czasem opowiadają o zwyczajach, wyjaśniają konteksty albo dopowiadają znaczenia, choć wystarczyłoby przekazać je za pomocą sceny. Podobne zastrzeżenie mam wobec mitologicznego synkretyzmu. Fantastyczny porządek cyklu jest obszerny i niewątpliwie odważny: Seliga łączy karkonoskiego Ducha Gór z polskim, śląskim, czeskim, niemieckim i szerzej słowiańskim uniwersum istot nadprzyrodzonych, dzięki czemu czytelnik spotyka na kartach powieści m.in. Krampusa, Smoka Wawelskiego, Juratę czy Warszawską Syrenę. Koncepcja jest ciekawa, ale im bardziej poszerza się bestiariusz, tym trudniej utrzymać hierarchię znaczeń. Niektóre istoty nadprzyrodzone wydają się funkcjonować przede wszystkim jako rozpoznawalne nazwy i kulturowe cameo, przez co Karkonosze chwilami tracą suwerenność, a lokalny genius loci ulega rozproszeniu. Powieściowa wyobraźnia Seligi jest świadomie synkretyczna, do czego autorka ma pełne prawo, zresztą w fantastyce nie ma obowiązku zachowywania granic katalogu etnograficznego, jednak warto byłoby go nieco ograniczyć choćby ze względu na mocno eksponowany historyczny i regionalny charakter cyklu.
Między tomami wyraźnie zmienia się również skala opowieści. „Klątwa siódmej córki” jest bardziej intymna i mocniej zakorzeniona swą konstrukcją inicjacyjną w perspektywie Bronki: dziecko odkrywa, że jest kimś innym niż sądziło, a wraz z tym odkryciem poszerza się skala zagrożenia. „Ostatnia zielarka” otwiera przed czytelnikiem polityczną i społeczną perspektywę. Pojawiają się nowe sojusze i środowiska, Walończycy zyskują większe znaczenie, historia Leśnej Baby zostaje pogłębiona, a prywatne losy Bronki coraz wyraźniej splatają się z przemianami końca XIX wieku. Jest to logiczne poszerzenie uniwersum, lecz ma pewną wadę, którą w pracy redaktorskiej nazywam nieco żartobliwie„chorobą drugiego tomu”. „Ostatnia zielarka” musi jednocześnie rozliczyć konsekwencje początku cyklu, poprowadzić własną historię i rozstawić figury przed tomem trzecim. Momentom dużej dynamiki towarzyszą tu rozbudowane ekspozycje, a dobrze napisana scena potrafi ustąpić miejsca dygresji historycznej, obyczajowej albo mitologicznej. Seliga ma świetne wyczucie cliffhangerów, zagrożenia i nagłych zwrotów akcji, lecz bywa zbyt wyrozumiała wobec własnej, czasem niezdyscyplinowanej fabuły.
Pewien brak dyscypliny dotyczy także samej kreacji Bronki. W pierwszym tomie bohaterka szybko łączy w sobie szereg cech: jest siódmą córką, zmorą, przedstawicielką rodu laborantek, osobą chronioną przez Ducha Gór i ściganą przez potężną antagonistkę. Każda z tych ról osobno jest interesująca, ale ich nagromadzenie może osłabiać wiarygodność rozwoju postaci. Podobny problem dotyczy bohaterów drugoplanowych, z których wielu jest bardzo wyrazistych, choćby Celka, Kunegunda, członkowie bractwa Walończyków i niektóre istoty nadprzyrodzone. Problemem nie jest brak charakterystyczności, lecz konkurencja o uwagę czytelnika, ponieważ część postaci reprezentuje jedynie określony fragment świata albo przesuwa akcję do następnego etapu. Najlepiej bronią się relacje z emocjonalną historią, jak więź Bronki z Miłoszem, przy czym najsprawniej napisane są te momenty, w których każde z nich konfrontuje się nie tyle z realną osobą, ile z jej wersją, którą przez lata nosiło w sobie.
Na poziomie języka Seliga posiada niewątpliwy dar do budowania obrazów i atmosfery, jej proza jest plastyczna, niemalże filmowa, świetnie operuje światłem, kolorem i ruchem. Dzięki temu magiczny świat zachowuje materialny ciężar, a rzeczywistość ludowa nie staje się pozbawioną znaczenia dekoracją dla fantastycznej fabuły. Stylizacje językowe nie zawsze jednak utrzymują spójność rejestru, tekst osłabiają drobne powtórzenia czy przesadnie emfatyczne przymiotniki. Pewną słabością są też dialogi ekspozycyjne, w których otrzymujemy historię świata przedstawionego, relacje między istotami, kontekst dawnych konfliktów czy zasady działania magii. Cykl moim zdaniem zyskałby, gdyby część praw własnej mitologii pozostawił w cieniu.
Podczas lektury „Ostatniej zielarki” odebrałam sam tytuł w kontekście znaczenia wykraczającego poza los pojedynczej bohaterki; ostateczność jest tutaj kategorią historyczną. Świat tradycyjnych praktyk leczniczych i dziedziczonej wiedzy zielarskiej stopniowo ustępuje przed nowoczesną medycyną i odgórnymi regulacjami. To, co wcześniej było żywą praktyką, staje się reliktem przeszłości. Proces ten dobrze koresponduje z losem samego Ducha Gór i choć Bronka oraz jej potężny opiekun należą pozornie do innych porządków, to oboje podlegają podobnemu mechanizmowi – stają się opowieścią o minionych dziejach. Tu znajduje się najciekawszy potencjał cyklu – w możliwości opowiedzenia o momencie, w którym magia nie tyle znika, ile zmienia status. Kolej dociera w góry, powstają hotele dla turystów, lekarz przejmuje kompetencje zielarki, a nauka nadaje nowe nazwy zjawiskom wcześniej opisywanym przez legendy i mity. Duch Gór pozostaje ten sam, lecz ludzie patrzą na niego inaczej. Tego napięcia między odczarowaniem świata przez nowoczesność a uporczywą potrzebą jego zachowania w poprzedniej postaci Seliga dotyka wielokrotnie i to istotna warstwa, w której warto cykl odczytywać.
Po dwóch tomach „Duch Gór” okazuje się cyklem z bardzo wyrazistą i bogatą tożsamością. Nie zaszkodziłaby mocniejsza selekcja informacji, ograniczenie ekspozycji, nakreślenie wyraźniejszej hierarchii wątków, większe zindywidualizowanie postaci drugoplanowych i zaufanie do sceny. Nie wszystko, co autorka wie o Karkonoszach (a wie naprawdę wiele), musi znaleźć się w powieści, nie każda legenda czy istota potrzebują wprowadzenia na scenę. Ale muszę podkreślić, że ów nadmiar jest w dużej części zaletą, bo w książkach Seligi czuć autentyczną fascynację regionem, historią, źródłami i – co ważne – kobiecą historią pogranicza, a nie marketingową decyzję, że słowiańszczyzna jest mocna i dobrze się sprzedaje. „Klątwa siódmej córki” cechuje się bardziej zwartą konstrukcją fabularną i bardzo dobrym pomysłem na postać protagonistki naznaczonej klątwą zmory; „Ostatnia zielarka” jest z kolei bardziej rozproszona, ale zarazem ambitniejsza, gdyż poszerza panoramę historyczną, wypycha na pierwszy plan kobiece doświadczenie oraz stawia dawny świat legend, tradycji i wierzeń w kontrze wobec nowoczesności. Nie do końca przekonały mnie rozległe mitologiczne uniwersum i epos o walce dawnych bytów, ale największą wartością cyklu pozostaje dla mnie miejsce, w którym Seliga umieściła swą opowieść. Karkonosze nie są dla niej scenerią, lecz zasadą konstrukcyjną, z ich historii wyrastają bohaterowie, z topografii – przygody, z lokalnych praktyk – magia, a z legend – konflikty. Dzięki temu najbardziej przekonujące nie były dla mnie te sceny, w których autorka pokazuje praktyki magiczne, tradycje i zwyczaje, lecz te, w których pozwala mi uwierzyć, że nigdy nie było potrzeby ich wymyślać. Wystarczyło po prostu… odwiedzić Karkonosze.
Za możliwość recenzji książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu
