person holding white ceramci be happy painted mug

O micie talentu i o tym, dlaczego pisania trzeba się uczyć

Jest rakie przekonanie, które regularnie widuję w mojej pracy pisarki, redaktorki i mentorki pisania. Niszczy ono ludzi i książki, potrafi zabić twórczą radość zanim ta w ogóle zdąży się na dobre narodzić. Brzmi ono tak: pisania nie da się nauczyć. Albo się ma talent, albo się go nie ma. A jeśli coś napiszesz i to „nie działa”, to znaczy, że należysz do tej drugiej grupy – i lepiej od razu dać sobie spokój. To przekonanie jest nie tylko nieprawdziwe, lecz także wyjątkowo okrutne.

Od lat obserwuję jego skutki – dostrzegam je w rozmowach z osobami, które do mnie przychodzą i na wstępie pytają: czy to w ogóle ma sens? Widzę je w lęku przed krytyką i w wewnętrznym paraliżu, który każe ludziom porzucać pisanie zanim zdążą się go naprawdę nauczyć. A przecież pisanie to rzemiosło. Złożone, wymagające, wielowarstwowe, ale jednak rzemiosło. Takie, którego nie da się opanować „przy okazji”, ale da się go nauczyć.

student taking notes in buenos aires classroom

Team Talent, czyli jak mit odbiera ludziom marzenia

Wielu początkujących autorów trafia do mnie jako członkowie nieformalnego „Teamu Talent”. To osoby wrażliwe, oczytane, z bogatą wyobraźnią. Czują, że mają coś do powiedzenia. Często zaczynają pisać z ogromnym entuzjazmem – i równie często z przekonaniem, że jeśli ich talent jest prawdziwy, to książka będzie świetna. Uda się ją napisać naturalnie, bez narzędzi i niczyjej pomocy. Kiedy rzeczywistość okazuje się mniej łaskawa – fabuła się rozłazi w szwach, sceny nie działają, narracja grzęźnie w ekspozycji – pojawia się myśl: “Aha, czyli jednak nie mam talentu”. I tu zaczyna się problem, bo zamiast potraktować to jako normalny etap nauki, wiele osób odbiera ten moment jak wyrok. Albo załamują się i rezygnują, albo rozpaczliwie szukają kogoś, kto da im pozwolenie na dalsze pisanie, kto powie: “Jesteś wystarczająco dobry, możesz pisać”. Tym kimś często staje się redaktor.

W mojej pracy nie zajmuję się ani deptaniem marzeń, ani pompowaniem ego. Zajmuję się czytaniem tekstów i mówieniem prawdy o tym, co w nich działa, a co jeszcze nie. A jeśli ktoś dopiero stawia pierwsze pisarskie kroki, to bardzo często „nie działa” sporo rzeczy naraz. To bywa bolesne. Ego dostaje potężny cios, zwłaszcza jeśli przez lata ktoś żył w przekonaniu, że krytyka oznacza brak talentu. A przecież to absurd! Nikt nie oczekuje od osoby, która pół roku gra na skrzypcach, że zagra koncert w filharmonii. Nikt nie mówi takiej osobie, że widocznie nie ma talentu do muzyki. Dlaczego więc w pisaniu, które jest jedną z najbardziej złożonych obszarów twórczości, łaczącym narrację, psychologię, język, strukturę, rytm, dramaturgię jesteśmy wobec siebie tak bezlitośni?

pile of books

Moment konfrontacji z własnymi brakami jest dla wielu autorów momentem granicznym. Jedni wybierają zaprzeczenie – uznają się za niezrozumianych geniuszy i latami krążą w miejscu, coraz bardziej zgorzkniali. Inni – i to jest ta droga, którą widzę najczęściej u osób, które później wydają książki – przepracowują kryzys i idą dalej. Uczą się. Zadają pytania. Wracają do tekstu. Piszą kolejne wersje. I nagle okazuje się, że to, co wcześniej wydawało się „brakiem talentu” było po prostu brakiem narzędzi i odpowiedniej pomocy.

Fach, w którym nie ma mistrza

Ernest Hemingway, który zresztą uważał, że uważał, że około 80% każdego pierwszego szkicu to materiał, który nadaje się do usunięcia, powiedział kiedyś, że wszyscy pisarze są czeladnikami w zawodzie, który nie ma mistrza. To zdanie wraca do mnie regularnie – zwłaszcza wtedy, gdy widzę, jak bardzo ludzie boją się być początkującymi. Napiszę to jasno:

Masz prawo pisać źle.
Masz prawo czegoś nie wiedzieć.
Masz prawo popełniać błędy.

Co więcej – bez tego nie da się pisać dobrze. Pisania nie tylko można, lecz trzeba się uczyć. Dodam tu jedną ważną rzecz: jeśli całe życie będziesz traktować pisanie jak egzamin na talent, wypalisz się szybciej niż myślisz. Zawsze znajdzie się ktoś lepszy, zawsze będzie książka, która wyda się bardziej wartościowa od twojej. Dlatego odpuść sobie porównywanie swoich początków z czyimś szczytem pisarskiej kariery. Zamiast tego zrób coś innego – daj sobie pozwolenie na pisanie. A także na naukę, na rozwój, na niedoskonałość i na błędy, które przez jakiś czas będą częścią procesu.

Jeśli czujesz, że chcesz potraktować swoje pisanie poważnie – zapraszam do współpracy. Pomagam autorom przejść drogę od marzenia do rzemiosła, od chaosu do świadomej pracy nad tekstem, bez egzaminów na talent, za to z uważnością, wiedzą i empatią.

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *