Na początku jest zapach – woń goździków tak intensywna, że portugalski botanik Garcia de Orta bierze ją za zapowiedź całych lasów kwiatów, choć okazuje się, że to tylko statek wyładowany przyprawą przepływa obok. Umieszczając jego świadectwo przed właściwą opowieścią, Roger Crowley ustanawia szczególny porządek lektury: zanim przyprawy staną się ładunkiem, przedmiotem handlowego monopolu i uzasadnieniem trwającej stulecia przemocy, są doświadczeniem pięknym, zmysłowym, niemal zapowiedzią ziemskiego raju. Drugie motto, zaczerpnięte z Inki Garcilasa de la Vegi, podważa natomiast sam podział na Stary i Nowy Świat, przy czym cała opowieść Crowleya toczy się gdzieś między wizją oczarowania „nowym światem” i podważeniem prawa do zawłaszczania go.

„Walka o przyprawy” nie jest historią dziejów konkretnych przypraw ani historią handlu nimi. Goździki i gałka muszkatołowa stanowią punkt wyjścia do opowieści o rywalizacji Portugalii i Hiszpanii, wyprawie Magellana, kolejnych próbach przepłynięcia Pacyfiku i europejskich kontaktach z Chinami i Japonią. Zasadniczą osią narracji są lata 1511-1571, choć Crowley wielokrotnie przekracza te ramy, śledząc następstwa procesów uruchomionych w XVI stuleciu. Właściwym przedmiotem książki jest tym samym przemiana przestrzeni w system współzależności, w którym statki przewożą między odległymi kontynentami towary, ludzi, wiedzę i… przemoc. To opowieść o historycznym momencie, kiedy poznawanie geografii stało się nierozdzielne z żądzą posiadania, a ciekawość coraz skuteczniej służyła ekonomicznemu podporządkowaniu tego, co dopiero poznano. Wyspy, które na mapie globu są ledwie dostrzegalnymi punkcikami stają się przedmiotem ambicji koronowanych głów, finansowych spekulacji i sporów o podział globu. Dwa produkty, których obecność we współczesnej europejskiej kuchni nie budzi najmniejszego zdziwienia uzasadniały przedsięwzięcia obarczone ogromnym ryzykiem i przemoc wobec rdzennych społeczności. Przyprawa okazuje się tu czymś znacznie więcej niż luksusem – zawiera w sobie pragnienie świata dostępnego, policzalnego i możliwego do podporządkowania. Crowley pokazuje przy tym, że wielkie przemiany cywilizacyjne rzadko rozpoczynają się od idei równie wzniosłych jak te, którymi później próbuje się je uzasadniać, gdyż za poszerzaniem horyzontów geograficznych stoją także chciwość, urażona duma, pragnienie prestiżu i niechęć do uznania cudzych praw.

Otwarcie książki należy do jej najpiękniejszych fragmentów: Archipelag Malajski oglądany z kosmosu przypomina rozbitą porcelanową płytę, a jego wyspy są odłamkami, rozpryskiem, skutkiem ruchu, który nie dobiegł końca. Obraz ten wprowadza zasadę kompozycyjną całej opowieści, mianowicie zderzenie. Najpierw zderzają się płyty tektoniczne, następnie obszary występowania gatunków, wreszcie systemy handlowe, religie i polityczne roszczenia. Świat nie jest gotową sceną, na którą wchodzą ludzie, lecz niestabilnym układem sił, którego własna dynamika współtworzy ludzkie przedsięwzięcia. Crowley potrafi uczynić geografię jednym z najważniejszych uczestników opisywanych wydarzeń: cieśnina nie jest tu linią na mapie, lecz labiryntem, w którym każdy obiecujący przesmyk może okazać się ślepą zatoką, a ocean z błękitnego bezkresu zmienia się w przestrzeń o własnych kierunkach ruchu, sezonach i bezwzględnych ograniczeniach. Odległość mierzy się nie tylko milami morskimi, lecz także stanem zapasów, liczbą ludzi zdolnych zwijać żagle i czasem, po którym wycieńczony i pozbawiony substancji odżywczych organizm zaczyna odmawiać posłuszeństwa. W opisach wyprawy Magellana szczególnie wyraźnie widać, jak autor przekłada przestrzeń na doświadczenie cielesne, osiągając dzięki temu coś, czego brakuje wielu popularnym syntezom: nie oddziela wydarzenia od materialnych warunków i możliwości. Decyzja podjęta na pokładzie jest zarazem decyzją polityczną, logistyczną i fizjologiczną. Imperium nie istnieje wyłącznie w dokumentach i mapach, ale w beczce wody, w pustych skrzyniach po prowiancie, w ledwie trzymającej linie, w cieśli, który jeszcze potrafi załatać przeciek. Materialność nie obniża tonu historii, lecz odbiera jej abstrakcyjność. Ten sposób opowiadania ma jednak swoją cenę, ponieważ upodobanie do metafor i obrazów może zacierać różnicę między procesem bezosobowym a działaniem obciążonym odpowiedzialnością. Wulkan nie podejmuje decyzji o charakterze etycznym, a dowódca nakazujący bombardowanie osady już tak. W ujęciu Crowleya europejska ekspansja chwilami nabiera cech żywiołu, którego działalność nie podlega ocenom moralnym. Historia podboju zaczyna wówczas wyglądać jak nieuchronne uwolnienie nagromadzonej energii, choć sam materiał książki pokazuje raczej splot wyborów, zaniedbań, interesów i możliwych do uniknięcia katastrof. To napięcie między sugestywną metaforą a historyczną odpowiedzialnością powraca w kolejnych partiach narracji.
Najciekawsze fragmenty „Walki o przyprawy” dotyczą nie samego przemieszczania się, lecz narodzin wiedzy, która ma je umożliwić. Crowley pokazuje mapy jako przedmioty polityczne: zawierające informacje, ale także przemilczenia, blef, obietnicę i interes. Szczególnie sugestywna jest jego interpretacja Atlasu Millera, w którym Moluki zostają oznaczone portugalską flagą, a wyobrażone przeszkody utrudniają dostęp do nich konkurentom. Odkrywanie przestaje być prostym ruchem od niewiedzy ku wiedzy, a staje się walką o to, kto tę wiedzę zdobędzie, komu wolno będzie z niej korzystać i jakie roszczenia zostaną z niej wyprowadzone. Świat przedstawiony na mapie może poprzedzać świat rozpoznany w żegludze: finansowanie wyprawy bywa oparte na pożądanym obrazie rzeczywistości, który dopiero ma zostać potwierdzony. Spór o linię z Tordesillas uzyskuje w tej perspektywie wymiar niemal groteskowy: europejscy władcy dzielą planetę, której nie potrafią jeszcze dokładnie zmierzyć, a geograficzna niewiedza nie osłabia ich przekonania o prawie do posiadania. Crowley umiejętnie wydobywa absurd sytuacji, przy czym jest to absurd tragiczny: abstrakcyjna linia prowadzi do rzeczywistych konfliktów, a problem ustalenia długości geograficznej staje się problemem legalności podboju, oczywiście rozpatrywanym bez udziału ludzi, których ziemie mają zmieniać właściciela. Znakomita jest również scena przedstawienia projektu Magellana hiszpańskim decydentom. Crowley opisuje ją językiem zbliżonym do współczesnej prezentacji przedsięwzięcia przed inwestorami: są rekomendacje, materiały poglądowe, perspektywa ogromnego zysku, zastrzeżona tajemnica i zasadnicza luka w planie. Heroiczna wyprawa zaczyna się od ryzykownej kalkulacji oraz skutecznego sprzedania obietnicy.
Magellan jest najpełniej zarysowaną postacią pierwszej części książki, lecz Crowley nie wystawia mu kolejnego pomnika. Interesuje go przede wszystkim to, jak determinacja przechodzi w nieustępliwość, autorytet w przemoc, a przekonanie o własnym przeznaczeniu w odmowę uznania cudzych racji. Konflikty na poziomie dowództwa nie są jedynie przeszkodami na drodze do wielkości, lecz wynikają z jego sposobu sprawowania władzy: zatajania informacji, prowokowania przeciwników, odrzucania wsparcia i egzekwowania posłuszeństwa za pomocą terroru. Szczególnie wymowna jest analiza listu, w którym Magellan zapewnia podwładnych o otwartości na ich opinie, jednocześnie przywołując los ukaranych buntowników, co Crowley odczytuje jako wyrafinowaną formę zastraszenia. I nie ogranicza się do nazywania cech charakteru, lecz pokazuje go w działaniu, retoryce i sposobie organizowania relacji, dzięki czemu odwaga i okrucieństwo są cechami tego samego człowieka. Dzięki temu opór wobec dowódcy przestaje być automatycznie tchórzostwem, a żądanie powrotu może wynikać z racjonalnej oceny stanu floty, nie zaś z małostkowych pobudek ludzi niezdolnych mu dorównać. Crowley pokazuje w ten sposób rozbieżność między wartością ludzkich decyzji a historycznym znaczeniem ich następstw. Opłynięcie Ziemi nie było przecież pierwotnym celem wyprawy, lecz rezultatem poszukiwania drogi do źródeł przypraw. Ładunek przywieziony przez ocalałą Victorię, mimo ogromnej wartości, zaledwie pokrył koszty przedsięwzięcia. Jeden z najbardziej spektakularnych sukcesów w dziejach żeglugi okazuje się więc osiągnięciem wątpliwym z perspektywy ekonomicznej. Przeciwwagą dla Magellana staje się Andrés de Urdaneta, którego znaczenie ujawnia się najpełniej w historii odnalezienia drogi powrotnej przez Pacyfik. Crowley buduje z tego wydarzenia znakomity punkt kulminacyjny: osiągnięciem nie jest przepłynięcie oceanu, lecz odnalezienie drogi, którą można przebyć ponownie. Urdaneta reprezentuje inną odmianę wielkości, mianowicie opartą na pamięci doświadczeń, przygotowaniu i rozpoznaniu prawidłowości, a nie wyłącznie na sile woli.

Crowley wielokrotnie podkreśla, że Europejczycy nie odkryli pustego świata. Już opis pierwszych kontaktów z wyspami Banda ukazuje istniejące sieci wymiany, lokalne potrzeby i dostosowanie przywiezionych towarów do tamtejszego popytu. Podobnie relacja Francisca Serrão z władcą Ternate nie daje się sprowadzić do prostego podporządkowania wyspy Portugalii: sułtan widzi w przybyszach użytecznych sojuszników, Portugalczycy zaś interpretują tę samą relację zgodnie z własną logiką imperialną. Przybysze trafiają do przestrzeni od dawna połączonej siecią wymiany handlowej, dyplomatycznych zależności, religijnych wpływów i miejscowych konfliktów. Nie tworzą tych powiązań od podstaw, lecz usiłują je przejąć, przekształcić i podporządkować własnym interesom. A mimo to konstrukcja książki pozostaje w znacznym stopniu europocentryczna: Europejczycy otrzymują biografie, motywacje, konflikty wewnętrzne i rozbudowane sceny decyzji, gdy tymczasem mieszkańcy archipelagów częściej występują jako uczestnicy zbiorowi, sprzymierzeńcy, przeciwnicy lub ofiary. Nie jest to krytyka obojętności autora, gdyż taki stan rzeczy wynika z rodzaju źródeł, na których autor opiera narrację, mianowicie europejskich kronik, relacji podróżnych, listów i opracowań. Problem polega jednak na tym, że krytyczny komentarz nie zawsze równoważy asymetrię samej opowieści. Perspektywa miejscowej ludności częściej służy u Crowleya skomplikowaniu opowieści o ekspansji niż stworzeniu wobec niej rzeczywiście równorzędnej narracji. Można potępiać kolonialną przemoc, a zarazem nadal rozdawać narracyjną podmiotowość według porządku ustanowionego przez kolonialne archiwum. Podobne napięcie pojawia się w interpretacji rozdrobnienia społeczności wyspiarskich jako ich słabości wobec podboju, a wyjaśnienie skuteczności imperialnej ekspansji łatwo zmienia się w katalog niedostatków podbijanych społeczeństw. Autor nie usprawiedliwia zdobywców, lecz czasem posługuje się miarą, w której większa centralizacja polityczna staje się domyślnym standardem dojrzałości.

Znakomicie udał się Crowleyowi kontrast między luksusem przewożonych rzeczy a warunkami podróży. Jedwab, porcelana i kosztowne wyroby sztuki płyną w statkach, których pasażerowie cierpią z powodu głodu, chorób, pasożytów i nieustannego zagrożenia życia. Ładownia pełna skarbów nie jest dla nich szansą, za to może stać się przyczyną ich śmierci, kiedy pogoń za dodatkowym miejscem na towar prowadzi do ograniczenia zapasów wody. W takich scenach ekonomia zysku staje się dosłownie ekonomią ciała: cudzy komfort zostaje opłacony czyimś pragnieniem, chorobą i wyczerpaniem. Podobną funkcję pełni opis Potosí – góra srebra nie stanowi już baśniowego źródła bogactwa, ale system wykorzystywania ludzi i środowiska. Autor zestawia przepych krążących po świecie dóbr z przymusową pracą, toksycznością wydobycia i cierpieniem górników. Globalna współzależność okazuje się nie tylko możliwością wzajemnego kontaktu, lecz także sposobem przenoszenia kosztów daleko od miejsc konsumpcji. Świat zostaje połączony, ale nie oznacza to, że korzyści i ciężary owego połączenia są rozdzielane sprawiedliwie.

„Walka o przyprawy” to kolejna książka Crowleya, w której dostrzegam mistrzostwo literackiego montażu. Zestawia królewski rozkaz z pokładową praktyką, suche zapisy pilota z zachwytem kronikarza, deklarację przyjaźni z groźbą użycia dział. Cytat nie służy mu wyłącznie do udokumentowania tezy: wprowadza rytm, pozwala usłyszeć język epoki, a niekiedy ujawnia to, czego jego autor nie zamierzał powiedzieć. Szczególnie dobrze działa to w przypadku Antonia Pigafetty. Crowley korzysta z bogactwa jego relacji, ale zwraca uwagę na lojalność wobec Magellana i znaczące przemilczenia. Świadek zostaje pokazany jako obserwator zarazem ciekawy i uwikłany, a dokument jako zapis świata oraz sposobu patrzenia na świat. Język autora jest obrazowy, dynamiczny, często niemal reporterski w sposobie prowadzenia scen, w których pozwala detalowi przejąć ciężar znaczenia: zachowane przetwory zabrane na wyprawę, niewykorzystane zapasy na statku pełnym umarłych, list potrzebujący wielu miesięcy, by dotrzeć do adresata. Warto nadmienić tu, że ogromne zasługi w oddaniu wartkiej narracji Crowleya położył tłumacz – Pan Andrzej Jankowski, a wydawca zadbał także o redakcję merytoryczną (prof. dr hab. Adam Krawiec).
Epilog radykalnie rozszerza perspektywę na historię eksploatacji środowiska, niewolnictwa i późniejszych przemian gospodarczych. Infrastruktura stworzona dla handlu przyprawami może następnie służyć zaspokajaniu kolejnych pragnień konsumpcyjnych. Crowley prowadzi czytelnika od zagłady alki olbrzymiej do kolonialnej eksploatacji, przemocy kompanii handlowych i współczesnego niszczenia Pacyfiku. Początkowy zachwyt różnorodnością świata ma mroczną stronę, stając się warunkiem systematycznego wyczerpywania, a wiedza nie znajduje się poza historią zawłaszczenia, korzystając z tych samych narzędzi i tej samej gotowości do traktowania żywego świata jako zasobu. Historia europejskiej obecności na Molukach zostaje wpisana w szersze dzieje przemocy kolonialnej, a późniejsza działalność Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej ukazuje, do jakiego stopnia logika handlowego monopolu mogła zostać podporządkowana systematycznemu terrorowi. Szczególnie wymowny jest opis eksterminacyjnej polityki wobec mieszkańców Wysp Banda oraz niszczenia upraw w celu utrzymania kontroli nad produkcją i cenami przypraw. Crowley nie przedstawia tych wydarzeń jako przypadkowych nadużyć zakłócających zasadniczo pozytywny proces gospodarczej integracji: przemoc okazuje się jednym z narzędzi jej budowania i podtrzymywania, gdyż handel i wojna wzajemnie się warunkują. Po lekturze odniosłam jednak wrażenie, że moralny rachunek zostaje ostatecznie przedstawiony po długiej podróży, podczas której czytelnik był przede wszystkim wciągany w dramat europejskich przedsięwzięć. Nie byłoby z mojej strony uczciwe uznać epilogu za ekspresowo dopisaną pokutę, gdyż przemoc i niewolnictwo są obecne w książce znacznie wcześniej. Moje pytanie dotyczy zatem nie tyle obecności krytyki kolonializmu, ile miejsca, jakie zajmuje ona w konstrukcji dzieła. Czy rozrachunek z konsekwencjami ekspansji powinien stanowić kulminację opowieści, czy raczej zasadę organizującą ją od pierwszych stron?

„Walkę o przyprawy” warto czytać nie tylko w kontekście współczesnych badań nad globalizacją, lecz także jako kolejną odsłonę wieloletniego zainteresowania Crowleya historią morskiej dominacji. Wcześniejsze książki autora, zwłaszcza „Morskie Imperia” oraz „Zdobywcy” pozwalają rozpoznać zarówno konsekwencję jego historycznych zainteresowań, jak i trwałość rozwiązań narracyjnych, których ograniczenia w najnowszej publikacji stają się szczególnie widoczne. Porównanie ze wcześniejszym dorobkiem pozwala doprecyzować mój najważniejszy zarzut wobec „Walki o przyprawy” – europocentryzm nie wynika wyłącznie z doboru wydarzeń ani z ograniczeń zachowanych źródeł. Jest także konsekwencją metody historycznej narracji, którą autor rozwija od lat. Crowley potrafi krytycznie oceniać imperialne ambicje swoich bohaterów, a jednocześnie pozostaje przywiązany do konstrukcji narracyjnej zapewniającej im pierwszeństwo w historycznym dramacie. W „Walce o przyprawy” nie porzuca dotychczasowego warsztatu, lecz poddaje go próbie znacznie szerszego materiału. Rezultat jest ciekawy właśnie dlatego, że ujawnia zarówno możliwości tej metody, jak i jej granice. „Walka o przyprawy” jest więc znakomitą opowieścią przygodową i znacznie mniej bezsporną syntezą historyczną. Nie jest to monografia ustanawiająca nowy stan badań ani konsekwentnie zdecentralizowana historia wszystkich uczestników opisywanego świata. Jest natomiast świetnie napisaną książką, opartą na rozległym materiale źródłowym i literaturze przedmiotu, której ograniczenia wynikają w znacznej mierze z siły jej własnej formy: kiedy historia ma być porywającą opowieścią, łatwiej przyznać główną rolę człowiekowi wydającemu rozkaz niż społeczności ponoszącej jego skutki. Crowley opowiada narodziny nowoczesnego świata jako historię zachwytu i katastrof, nie zawsze jednak równie skutecznie rozdziela fascynację rozmachem przedsięwzięcia od oceny jego konsekwencji. Cenię jednak to, że w opinii autora waga historycznego dokonania nie przysłania całkowicie najniższych pobudek.
W czasach, gdy globalne łańcuchy dostaw wydają się czymś naturalnym, a dostępność produktów pochodzących z najodleglejszych części świata traktujemy jako oczywistość, „Walka o przyprawy” przywraca tym zjawiskom ich historyczny ciężar. Ta przepięknie wydana i bogato ilustrowana książka uświadamia nam boleśnie, że za współczesną łatwością przemieszczania towarów stoi wielowiekowa historia rywalizacji, przemocy, podporządkowania i nierównego podziału korzyści. Najbardziej niepokojące w tej opowieści pozostaje dla mnie przypomnienie, że świat można połączyć siecią wzajemnych kontaktów i zależności, nie czyniąc go przez to bardziej sprawiedliwym, bliskość ekonomiczna nie musi oznaczać wzajemnego zrozumienia, a rozwój możliwości technicznych nie pociąga za sobą rozwoju odpowiedzialności moralnej. A może właśnie ta nierówność wpisana w fundamenty globalnego porządku okazuje się najtrwalszym dziedzictwem epoki wielkich odkryć? Zapach goździków wciąż pozostaje piękny, ale po lekturze „Walki o przyprawy” nie da się dłużej wierzyć, że równie piękną drogą dotarły one do naszych domów.
Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.
