Demon Copperhead Barbary Kingsolver to powieść, która świadomie podejmuje dialog z klasyką realizmu społecznego, a jednocześnie aktualizuje ją w sposób bezkompromisowy. Inspirowana Davidem Copperfieldem Charlesa Dickensa, książka nie jest prostą parafrazą ani literacką grą intertekstualną, lecz głęboko osadzoną w amerykańskiej rzeczywistości opowieścią o dzieciństwie, biedzie i systemowej przemocy.
Kingsolver przenosi dziewiętnastowieczny model powieści w realia współczesnych Appalachów, regionu dotkniętego deindustrializacją, epidemią opioidów i rozpadem wspólnotowych więzi. Warto tutaj dodać, że jest to ogromny, znaczący pod względem gospodarczym (bogactwa naturalne: węgiel oraz drewno) i kulturowym region, obejmujący aż 13 amerykańskich stanów, w tym Pensylwanię, Ohio, Wirginię Zachodnią, Kentucky, Tennessee, Karolinę Północną, Georgię, Missisipi i Alabamę – a więc daleki od “wiejskiego zadupia”, jakie zapewne niejednemu czytelnikowi mogło przyjść na myśl. W tym kontekście Demon Copperhead jest nie tylko historią jednostkowego losu, lecz także diagnozą strukturalną – opowieścią o tym, jak system produkuje wykluczenie, a następnie udaje, że go nie widzi. Choć główny bohater raczej powiedziałby, że widzi doskonale, tylko zwyczajnie ma to w dupie.
Jednym z największych atutów powieści jest pierwszoosobowa narracja, prowadzona głosem ironicznym, momentami brutalnie szczerym przez tytułowego bohatera. Kingsolver znakomicie operuje językiem potocznym, nie popadając ani w folkloryzację, ani w protekcjonalny realizm. Narrator nie jest tu ofiarą – jego zjadliwa autoświadomość staje się nie tylko mechanizmem obronnym, ale też narzędziem krytyki społecznej. Nie znajdziemy u Kingsolver płytkiego moralizowania. Autorka nie konstruuje prostych podziałów na winnych i niewinnych; zamiast tego pokazuje sieć zależności, w której odpowiedzialność rozmywa się pomiędzy instytucjami, rodziną, rynkiem pracy i kulturą sukcesu. W tym sensie powieść zbliża się do najlepszych tradycji amerykańskiego realizmu krytycznego, przywołując skojarzenia m.in. z prozą Steinbecka, ale też z współczesnymi narracjami o „białej biedzie” znanymi z reportaży (ogromnie polecam „amerykańską” serię wydaną przez Czarne!). Istotnym tropem jest również demitologizacja narracji o samodzielnym awansie i różnych odsłonach „amerykańskiego snu”. Kingsolver konsekwentnie pokazuje, że historia wyrwania się z biedy i patologii jest w dużej mierze fikcją dostępną nielicznym szczęściarzom, a większość tych, którym wydaje się, że złapali Pana Boga za nogi zwykle kończy jeszcze głębiej na dnie. W tym sensie Demon Copperhead pozostaje powieścią głęboko polityczną, choć nie manifestacyjną – jej krytyka wynika z obserwacji, nie z deklaracji.
Na tle współczesnej prozy powieść Kingsolver wyróżnia się epickim rozmachem, który nie osłabia, lecz wzmacnia jej zaangażowanie. Tam, gdzie wiele dzisiejszych narracji społecznych wybiera skrót i fragment, Demon Copperhead stawia na długie trwanie, konsekwencję i klasyczną strukturę opowieści o dojrzewaniu. To książka wymagająca, emocjonalnie intensywna, momentami bolesna, ale literacko zdyscyplinowana. Kingsolver z jej pomocą udowadnia, że powieść realistyczna – jeśli jest pisana z uważnością i świadomością tradycji – wciąż może być jednym z najpotężniejszych narzędzi opisu współczesnego świata.

