Granice zaufania, czyli czego czytelnik (zazwyczaj) nie wybaczy autorowi

Książki tworzą szczególny rodzaj relacji — intymnej, emocjonalnej, często pełnej oczekiwań. Czytelnik, otwierając książkę, wpuszcza autora do swojego świata. Pozwala mu wejść w swoje myśli, emocje, życie, odcisnąć na nim piętno. A jednak ta relacja, choć głęboka, ma swoje granice. Jeśli autor ich nadużyje i nadszarpnie zaufanie czytelnika, to ma, kolokwialnie mówiąc, pozamiatane. Jak tego uniknąć?

Etos pisarza – czyli co takiego?

Granica między twórcą a dziełem zawsze była mglista. Wielu z nas, czytając książkę, zadaje sobie pytanie: ile autora jest w bohaterach? Jak wiele poglądów, przekonań, emocji i doświadczeń autor wplata w swoje książki? A przecież tworzenie postaci to często próba wyjścia poza siebie, eksperyment z cudzym punktem widzenia. Doświadczeni autorzy wiedzą, że im bardziej dojrzewają i rozwijają się literacko, tym mniej ich samych zostaje w bohaterach, miejscach, światach przedstawionych. A jednak to nie przeszkadza czytelnikom utożsamiać autora z jego książkami — i właśnie dlatego każda rysa wizerunkowa tak silnie odbija się na odbiorze jego dzieł, a czytelnicy tak chętnie osądzają i wydają wyroki na twórców, który im “podpadną”. Podpaść mogą na wiele sposobów, choćby poprzez plagiat. Albo wykorzystanie sztucznej inteligencji, o czym niedawno rozpisywały się branżowe media w kontekście zarówno napisanych, jak i tłumaczonych książek.

Umowa z czytelnikiem: na co autor nie może sobie pozwolić

Czytelnik inwestuje w książkę czas, emocje i pieniądze, dlatego chce, by autor (przynajmniej na poziomie konwencji, świata przedstawionego, narracji) był wiarygodny. Gdy ta wiarygodność upada — nie tylko poprzez plagiat czy wykorzystanie AI w pisaniu, ale także na przykład przez niekonsekwencje fabularne, groteskowe luki logiczne czy brak researchu — czytelnik książkę odłoży i prawdopodobnie już do niej nie wróci. Pisarz narusza tym samym umowę, jaką zawarł z czytelnikiem, obiecując, że poprowadzi go przez swoją historię w sposób spójny i ciekawy. Niekonsekwentne zachowania bohaterów, nieuzasadnione w świecie przedstawionym strategie fabularne, powtórzenia i klisze to częste błędy debiutantów, które dyskwalifikują książkę (a wraz z nią i autora) w oczach czytelników.

Jeszcze gorszą sytuacją jest niedotrzymanie składanej na wstępie obietnicy. Jeśli zaczynasz książkę z taką obietnicą: „Zapnij pasy, drogi czytelniku, oto przed tobą mroczna powieść kryminalna, która będzie szokować do ostatniego akapitu”, a potem bez ostrzeżenia łamiesz konwencję własnej książki (zamiast mroku jest romans i zabawne dialogi, a napięcie spada do zera), czytelnik poczuje się oszukany. Zainwestował w gatunek, którego oczekiwał i ma pełne prawo być wściekły. Na wszelkie drastyczne zmiany trzeba odpowiednio przygotować czytelnika i każdą z nich uzasadnić. Dobry redaktor pomoże dokonać tej karkołomnej sztuki. A potem pozostaje już tylko trzymać kciuki, żeby odbiorcom się spodobało…

Na koniec: czytelnik przeboleje literówkę (a nawet kilka), przymknie oko na drobną lukę fabularną, słabszą scenę. Ale jeśli już od pierwszych stron wyczuje, że otrzymał książkę schematyczną, powtarzalną, która nie wnosi niczego świeżego do gatunku czy konwencji – nie licz na to, że go zatrzymasz. Przykład: piszesz książkę z gatunku romantasy z popularnym ostatnio motywem smoków. Musisz dać czytelnikom coś, czego jeszcze nie czytali, inaczej po kilkunastu stronach pomyślą: „To już było tyle razy, tylko marnuję czas”. W zalewie podobnych książek na rynku czytelnik musi mieć powód, aby sięgnąć akurat po Twoją. Jak to zrobić? Po pierwsze, znajdź coś unikalnego dla historii, co wyróżni Twoją książkę na tle innych. Po drugie, zleć redakcję osobie, która pracuje na tekstach z gatunku, w jakim piszesz. Po trzecie, nigdy nie kopiuj innych – czytelnik od razu wyczuje, że wzorujesz się na kimś znanym i popularnym.

Co – i kiedy – można wybaczyć autorowi?

Wśród autorów, także tych uznanych, roi się od alkoholików, narkomanów czy ludzi prowadzących hulaszczy tryb życia. Czytelnicy wybaczają im słabości, uzależnienia i ekscentryczność, ale granice tolerancji wobec wyskoków idoli istnieją. Przykłady ludzi pióra z kontrowersyjnymi poglądami można by mnożyć. Jednym z ciekawszych jest austriacki pisarz i tłumacz – Peter Handke, laureat literackiego Nobla z 2019 roku. W 1996 roku ukazała się książka zatytułowana Podróż zimowa nad Dunaj, Sawę, Morawę i Drinę albo sprawiedliwość dla Serbii, w której Serbowie przedstawieni są jako ofiary wojny domowej w byłej Jugosławii. Mało tego, w 2005 roku postawiony przed trybunałem ONZ w Hadze Slobodan Milošević powołał Handkego na świadka obrony. Pisarz wprawdzie odmówił, ale napisał esej Die Tablas von Daimiel, którego podtytuł brzmi Zakamuflowana wypowiedź świadka w procesie przeciwko Slobodanowi Miloševićowi. Co ciekawe, Handke, który urodził się w roku 1942, od początku był takim enfant terrible literatury niemieckojęzycznej późnych lat 60. i wczesnych 70. Agresywny, narcystyczny i nieobliczalny, w 1966 roku podczas spotkania Grupy 47 w Princeton zbiorowo zwyzywał swoich kolegów po piórze. Cóż, po kimś takim trudno oczekiwać, że z wiekiem stanie się potulnym konformistą.

Ekscentryczność czy skandale obyczajowe, uważane zresztą za element biografii typowy dla artystów, nie są niczym odstręczającym, za to krzywdy zadawane innym stają się niewybaczalne. Gdy autor staje się oprawcą, większość czytelników dystansuje się od niego. To casus Neila Gaimana oskarżonego o gwałty i handel ludźmi – zarzuty te nie tylko wstrząsnęły światem literatury, ale wpłynęły również na projekty wydawnicze i adaptacje jego twórczości. Upadek jednego z najbardziej szanowanych współczesnych autorów rodzi pytania o to, kogo warto uznawać za idola i skłania do refleksji nad kwestią autorytetów w XXI wieku. Co więcej, dotykamy tutaj najczulszego miejsca twórczości — relacji między autorem a jego dziełem. Bo czy naprawdę potrafimy rozdzielić książkę od jej twórcy? Czy da się nadal zachwycać pięknem stylu i głębią metafor, wiedząc, że za nimi stoi człowiek, którego postępowanie budzi sprzeciw i odrazę?

Można zadać sobie pytanie: czy mamy moralne prawo oceniać pisarzy, skoro sami nie jesteśmy bez skazy. Być może nie. Ale jeśli pisarz decyduje się być osobą publiczną, wchodzącą w relację z odbiorcą — musi liczyć się z tym, że ta relacja działa w dwie strony. Czytelnik daje autorowi swoją uwagę, czas, emocje i pieniądze. W zamian oczekuje uczciwości — zarówno w życiu, jak i w samym akcie tworzenia. Stephen King wplata swoje liberalne opinie niemal w każdą książkę, a mimo to jego powieści kupują także konserwatywni czytelnicy. Olga Tokarczuk nigdy nie ukrywała zaangażowania społecznego – a jednak jej książki czytane są przez bardzo różnych odbiorców. Ciekawym przypadkiem jest J.K Rowling – autorka książek z cyklu o Harrym Potterze, a więc przeznaczonych dla dzieci i młodzieży, która zszokowała świat swoimi transfobicznymi wypowiedziami. Trudno się dziwić, że zraziła do siebie wiele osób – zwłaszcza wśród młodzieży. Na koniec wspomnę o Maksie Czornyju, który ostatnimi laty (według niektórych niezdrowo) lubuje się w tematyce dotyczącej drugiej wojny światowej, nazistów i obozów koncentracyjnych. “Bestię z Buchenwaldu”, “Kata z Płaszowa” czy “Mengele. Anioł śmierci z Auschwitz” pisał w narracji pierwszoosobowej, oddając głos odpowiednio Ilsie Koch, Amonowi Göthowi i Josefowi Mengele. Oburzeni koledzy po fachu oskarżali Czornyja o “zbydlęcenie” i fascynację nazizmem. Wobec takich głosów bledną biografie zwyczajnych lekkoduchów, sięgających od czasu do czasu po butelkę.

Jak zbudować zaufanie czytelników?

Pisanie to nie tylko tworzenie, lecz także budowanie zaufania między Tobą a czytelnikami. Gdy ta relacja zostaje zachwiana — niezależnie czy przez błąd konstrukcyjny, wygodne klisze, stylistyczną niekonsekwencję czy etyczne zaniedbania — czytelnik nie zostawi na Tobie suchej nitki i nie wróci po Twoje książki. A jeszcze przy okazji odradzi to innym. Dobra wiadomość jest taka, że większości błędów można uniknąć. Jako redaktorka i mentorka pomagam autorom poznać pułapki, które w oczach wielu czytelników uchodzą za „niewybaczalne”. Bo w ostatecznym rozrachunku czytelnicy nie oczekują od pisarzy nieskazitelności moralnej ani wzorowego życia rodzinnego. Oczekują prawdy. Gdy wyczuwają fałsz – w tekście, w wizerunku, w wypowiedziach – coś się między nimi a autorem psuje. Nawet nie dlatego, że chcą kogoś osądzać, ale dlatego, że literatura opiera się na szczerości. Papier, jak wiadomo, wszystko przyjmie, ale człowiek już niekoniecznie. Dlatego jeśli czujesz, że Twoja książka wymaga pracy – zapraszam Cię do rozmowy. Możemy wspólnie spojrzeć na Twój tekst, zbadać, gdzie czytelnik może się zrazić lub zbuntować, i wzmocnić to, co go zatrzyma. Pisanie debiutu to maraton – nie sprint. Lepiej startować z kimś, kto na tyle dobrze zna wyzwania i trudności na trasie, by pomóc Ci ukończyć bieg z sukcesem.

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *