Nocami krzyczą sarny Katarzyny Zyskowskiej to powieść gęsta i wielowarstwowa, sytuująca się wyraźnie w nurcie współczesnej prozy ambitnej, która łączy realizm psychologiczny z elementami grozy, mitu i historii. To literatura pamięci – osobistej, zbiorowej i wypartej – ale także literatura miejsca, w której przestrzeń nie jest tłem, lecz pełnoprawnym uczestnikiem narracji.
Autorka konstruuje fabułę na trzech planach czasowych, prowadząc czytelnika przez lata dziewięćdziesiąte XX wieku, współczesność oraz okres II wojny światowej, przy czym da się zauważyć pewną nierówność kompozycyjną między planami czasowymi. Partie wojenne – zdyscyplinowane, ostre, niemal ascetyczne – wypadają miejscami silniej niż wątki współczesne, które bywają bardziej rozlewne i introspekcyjne. Ten kontrast, choć zapewne zamierzony, nie zawsze działa na korzyść całości, uwypuklając konstrukcyjne pęknięcia. Sama konstrukcja fabuły broni się jednak, gdyż nie służy jednak prostemu suspensowi, lecz stopniowemu odsłanianiu mechanizmów dziedziczonej traumy i nieciągłości tożsamości. Góry Sowie – ze swoją niemiecką przeszłością, nazistowskimi projektami, opuszczonymi domami i „niczyimi” przestrzeniami – stają się miejscem, w którym historia nie została przepracowana, lecz płytko pogrzebana w ziemi i ciele.
Jedną z największych sił tej powieści jest język. Zyskowska pisze precyzyjnie, sugestywnie, z wyczuciem rytmu i obrazu. Opisy natury balansują na granicy sensualności i niepokoju, przywodząc na myśl prozę Olgi Tokarczuk (szczególnie Dom dzienny, dom nocny) czy późne powieści Anny Kańtoch, w których realizm stopniowo pęka, odsłaniając szczeliny metafizyczne. Jednocześnie autorka unika manieryczności – jej metafory są zakorzenione w materii: ziemi, mchu, przędzy, wodzie, lesie. Zyskowska operuje stylem gęstym, nasyconym metaforą i detalem, co w wielu fragmentach buduje znakomitą atmosferę, lecz miejscami prowadzi do przeciążenia narracji. Mniej cierpliwym czytelnikom może przeszkadzać opis dominujący nad akcją i spowolnienie rytmu powieści, zwłaszcza w partiach środkowych, gdzie napięcie fabularne wyraźnie się rozrzedza.
Wyraźnie zaznacza się tu również trop kobiecej genealogii i pogańskiej duchowości. Postać Mokoszy – obecna bardziej jako idea niż dosłowny byt – spina narrację, stając się figurą kobiecej pamięci, ciała i przemocy. W tym sensie Nocami krzyczą sarny można czytać w dialogu z prozą takich autorek jak Joanna Bator (Ciemno, prawie noc) czy Magdalena Grzebałkowska, gdy dotyka tematu „poniemieckich” ziem i milczących domów, które przechowują bolesne historie.
Ważnym elementem powieści jest również refleksja metatekstualna: bohaterka-narratorka jest pisarką, która próbuje niejako zamknąć w fikcji własną traumę. Ten autotematyczny gest nie osłabia jednak napięcia, przeciwnie – pogłębia je, pokazując literaturę jako narzędzie zarówno ocalenia, jak i wyparcia. Autotematyczność pełni funkcję etyczną: ujawnia koszt literatury i stawia pytanie o prawo do opowiadania cudzej i własnej traumy. Pytanie o to, czy pamiętać, czy zapomnieć nie otrzymuje tu jednoznacznej odpowiedzi; Zyskowska pozostawia czytelnika w stanie etycznego i emocjonalnego niepokoju.
Nocami krzyczą sarny to powieść dojrzała, wymagająca i konsekwentna. Nie epatuje sensacją, lecz powoli osnuwa czytelnika atmosferą grozy egzystencjalnej, w której historia, mit i psychologia splatają się jak lniana przędza na krosnach pamięci. Powieść ta nie operuje logiką thrillera ani zagadki, jej celem nie jest zaskoczenie fabularne, lecz rekonstrukcja mechanizmów wyparcia. To jedna z tych książek, które nie tyle się czyta, ile przeżywa – i które zostają z czytelnikiem na długo.

