Nie ma chyba tygodnia, żeby ktoś nie zapytał mnie o sztuczną inteligencję. Czy autor może z niej korzystać? Czy powinien? Czy to w ogóle jeszcze twórczość, jeśli część tekstu (albo nawet sam pomysł na książkę) powstała dzięki AI?
Sztuczna inteligencja, a szczególnie modele językowe takie jak ChatGPT, wzbudzają ostatnio ogromne emocje w środowiskach literackich, zarówno wśród początkujących autorów, jak i doświadczonych redaktorów. Wielu redaktorów zastanawia się, czy powinniśmy traktować AI jak nieszkodliwe narzędzie do wsparcia kreatywności, czy może jest to początek końca unikalnej, ludzkiej literatury. Autorzy dzielą się z kolei na tych, którzy bez skrępowania korzystają z AI (choć nie zawsze chętnie o tym mówią), na tych, którzy nieśmiało próbują wspomagać się modelami w pracy, ale boją się lub wstydzą, że robią coś niewłaściwego i tych, co odżegnują się od “czata” jak przysłowiowy diabeł od święconej wody – a niekoniecznie słusznie, bo AI to żadne zło wcielone.

Kiedy AI bywa pomocne?
Nie będę się upierać, że sztuczna inteligencja to zagrożenie dla pisania, nie będę też jej demonizować. Sama korzystam – i nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia. Czasem proszę AI o skrócenie dłuższego posta na social media. Czasem o streszczenie dłuższego tekstu, np. artykułu, z którym potrzebuję się zapoznać, a chwilowo nie mam na to czasu. A kiedy pracuję nad redakcją książki, potrafi mi błyskawicznie wyszukać kwalifikację danego czynu w polskim kodeksie karnym, rodzaje kar, jakie stosowano w starożytnych Chinach albo okres trwania rządów tego czy innego cesarza bizantyjskiego (choć dla pewności zawsze sprawdzam, czy aby przypadkiem nie “fantazjuje”…). To oszczędność czasu i energii – szczególnie, gdy chcę się skupić na tym, co naprawdę ważne: rytmie zdań, emocji bohatera, spójności fabuły.
Autorzy też mogą wspomagać się sztuczną inteligencją w walce o przezwyciężenie słynnej blokady pisarskiej, o której szerzej pisałam tutaj. AI podpowie kierunki fabularne, gdy nagle utkniesz z akcją lub postacią, pomoże w szybkim researchu (na pytanie o konkretne fakty, miejsca czy wydarzenia potrafi wygenerować listę podpowiedzi, które możesz zweryfikować i rozwinąć po swojemu), ułatwi skracanie tekstów czy porządkowanie treści. Maszyna potrafi też być świetnym partnerem w burzy mózgów. Jeśli stoisz w miejscu, nie wiesz, jak poprowadzić dialog, albo brakuje Ci pomysłu na rozwinięcie sceny – spróbuj zapytać. Nie po to, by dostać gotową odpowiedź, ale by rozruszać wyobraźnię. Czasem jedno słowo z podpowiedzi wystarczy, żeby Twoje pomysły ruszyły z miejsca. AI potrafi pomóc dostrzec to, co czeka na uzewnętrznienie – schowane gdzieś pod warstwą niepewności, zmęczenia czy perfekcjonizmu.

Kiedy sztuczna inteligencja zawodzi… lub szkodzi?
Problem pojawia się wtedy, gdy autor oddaje całą kontrolę nad książką. Gdy promptuje kolejne sceny, skleja je w całość i myśli: „Gotowe, książka napisana, teraz mogę słać do wydawcy”. Na pierwszy rzut oka może to wyglądać dobrze. Poprawnie. Zrozumiale. Ale brakuje tego czegoś. Tego, co sprawia, że czujemy dreszcz przy lekturze, że zatrzymujemy się nad jednym zdaniem, bo trafia w nas jak grom z jasnego nieba. Modele językowe, takie jak ChatGPT, bazują na tym, co już istnieje. Ich światy są zbudowane z cudzych zdań i cudzych emocji. Zawsze będą wtórne, bo generują to, co już napisano, powielając utarte tropy fabularne i stylistyczne. Brak im unikalnego stylu, indywidualnego spojrzenia i głębi. Nawet jeśli stworzysz idealny prompt i dostaniesz tekst z pozoru idealny, to będzie wydmuszka pozbawiona Twojego unikalnego spojrzenia, wrażliwości, duszy. A to właśnie one składają się na Twój niepowtarzalny styl, za który czytelnicy pokochają Twoje książki. Nie chcesz przecież dać im gładkiego, poprawnego, pozbawionego życia tekstu, ale książkę, która będzie częścią Ciebie, prawda? Nie daj sobie wmówić, że jeśli właściwie pokierujesz AI, dostaniesz przepis na bestseller.
Osobną kwestią jest fakt, że korzystanie z AI rodzi poważne pytania natury prawnej. Tekst wygenerowany przez sztuczną inteligencję nie podlega pełnej ochronie prawno-autorskiej w Polsce – trafia do domeny publicznej i z prawnego punktu widzenia nie należy do nikogo. Jako autor takiej książki ryzykujesz, że Twój wkład w dzieło zostanie uznany za zbyt mały, by dać Ci prawo do czerpania korzyści majątkowych. A jeśli wydawca po otrzymaniu propozycji wydawniczej domyśli się, że faktycznym autorem jest maszyna – możesz zapomnieć o umowie i szansie na karierę pisarską. Odrzucenie tekstu i wpisanie na czarną listę masz jak w banku. Moim zdaniem gra zupełnie nie warta świeczki.

O granicach i pokusach
Wielu początkujących autorów czuje presję: „skoro wszyscy korzystają z AI, może ja też powinnam/powinienem?”. To zrozumiałe. Kusi skorzystanie z AI, które podpowiada, nakierowuje, podaje na tacy. Łatwiej, szybciej i taniej zapytać o opinię sztucznej inteligencji niż doświadczonego redaktora, którego trzeba znaleźć, zapłacić mu i zmierzyć się z własną niepewnością w oczekiwaniu na “werdykt”, a potem poprawiać to, co podkreśli, wyrzucać to, co wykreśli i cyzelować tekst tygodniami. A właśnie to jest nieodłączna część pracy twórczej. Pisanie nie jest czynnością odtwórczą, nie jest też (jedynie) rzemiosłem, lecz drogą do lepszego poznania siebie, odkrywania się, samodoskonalenia. Jeśli oddasz to AI – bezcenne momenty zmagania się z własnym stylem, emocjami, z ciszą pomiędzy słowami, z tworzeniem postaci i budowaniem światów – stracisz coś znacznie więcej niż tylko oryginalność. Stracisz siebie w swojej książce.
AI jako narzędzie, nie autor
Nie jestem przeciwniczką sztucznej inteligencji. Widzę, jak potrafi wspierać autorów: pomaga w researchu, porządkuje pomysły, inspiruje, przyspiesza żmudne etapy pracy. Ale widzę też, że wielu piszących się w niej zatraca. Zamiast traktować ją jak asystenta, czynią z niej współautora – a czasem wręcz zastępcę. Czy mogą się nadal uważać za autorów, jeśli podpisanie się nazwiskiem pod tekstem stworzonym przez AI było ich jedynym wkładem? Dla mnie odpowiedź jest oczywista.
A przecież to Ty jesteś autorem swojej książki. To twoje doświadczenia, emocje, wrażliwość, język nadają jej sens. AI nie powie światu tego, co masz do powiedzenia. Nie spojrzy na świat przez pryzmat Twoich doświadczeń, emocji, wrażliwości. Dlatego zawsze zachęcam autorów, z którymi pracuję: korzystaj, jeśli Ci to pomaga – ale nie oddawaj sterów. Niech AI będzie Twoim asystentem, którego czasem posłuchasz, a czasem nie. Dlatego zamiast pytać: czy AI jest dobre czy złe, zapytaj (ale szczerze): czy w tym, co piszę, nadal jestem obecny/obecna? Bo dopóki jesteś – Twoja książka będzie prawdziwa.

Nie wiemy, dokąd to wszystko zmierza. Prawo dopiero goni technologię, wydawcy uczą się rozpoznawać teksty pisane przez modele, a autorzy próbują znaleźć nową równowagę między inspiracją a autentycznością. Moje zdanie na ten temat jest takie: książki, które zostają z czytelnikami na długo to te, które mają w sobie pierwiastek ludzki. Tę drobną, nieuchwytną niedoskonałość, która sprawia, że wierzymy w opowieść i wpuszczamy ją do swoich umysłów, do swoich serc.
W dyskusji nad AI w branży książkowej pojawia się też często pytanie, czy redaktorów wkrótce zastąpią algorytmy? Nie wiem, jak Ty, ale ja – z całym moim zlepkiem umiejętności, intuicji i drobnych nerwic zawodowych – nie wierzę, że da się mnie zastąpić maszyną. Dobry redaktor wnosi unikalną perspektywę, subtelności interpretacyjne i długie rozmowy z autorem. Żaden algorytm nie zastąpi mojej empatii, głębokiego czucia tekstu i doświadczenia, dzięki któremu dostrzegam to, co niewidoczne dla maszyny. Maszyna nie rozumie na przykład niuansów językowych i zamierzonych stylizacji – redagując tekst, poprawia wszystko zgodnie z regułami, nie tylko tracąc oryginalny zamysł autora (np. celowe błędy bohatera), ale często nie zwracając uwagi na wyjątki czy miejsca w tekście, które wymagają indywidualnego podejścia. Redakcja AI jest „rzemieślnicza”, nie artystyczna – nie pojawi się tu interpretacja czy twórcza polemika z autorem. A redagowanie to przecież nie tylko praca z tekstem, o czym pisałam szerzej tutaj. To słuchanie głosu autora. Szukanie sensów pod powierzchnią słów. Czasem wspólne milczenie nad zdaniem, które prawie trafiło w punkt. A tego żadna maszyna nie czuje.
Jeśli właśnie pracujesz nad powieścią i nie wiesz, jak mądrze wykorzystać narzędzia AI – albo boisz się, że coś w Twoim tekście przez nie zniknie – zapraszam Cię do rozmowy. Pomagam autorom odnaleźć własny głos w świecie, w którym technologia coraz bardziej przekrzykuje człowieka.

